Birma – kraina tanaki, betelu i tysiąca pagód.

Birma – kraj jednego zdjęcia

Birma – gdy będę ją wspominała pierwszym obrazem jaki przyjedzie mi do głowy będzie kilkuletni, zamyślony mnich siedzący na murze świątyni w Bagan. Słońce już zaszło, turyści powoli schodzili ze świątynnych murów, szłam powoli do wyjścia. Odwróciłam się by zerknąć raz jeszcze na pagody w oddali i nagle zamarłam. To jest ten kadr. Żeby tylko zdążyć i nie spaprać zdjęcia. Udało się. To zdecydowanie najlepsze zdjęcie jakie tam zrobiłam. To zdjęcie o jakim marzyłam od lat.

Dawno temu zobaczyłam w książce zdjęcie buddyjskiego mnicha w purpurowych szatach gdzieś w Tybecie. Wtedy nawet nie śniłam o tak dalekich podróżach. Pomyślałam tylko, że kiedyś choć raz się wybiorę tak daleko i będzie to Tybet lub Nepal, i że ja też zrobię takie zdjęcie. Zdjęcie mnicha w purpurowych szatach. Wtedy to marzenie wydawało mi się tak samo nierealne jak wycieczka na księżyc. Podejrzewam, że to było z jakieś 7 lat temu.

Ale wróćmy do meritum. To jak z tą Birmą? Zapraszam do top 10 wrażeń.

Mnich, Birma., Bagan
Mnich, Birma., Bagan
  1. Kraj uśmiechu

Wspomnienia z Birmy to przede wszystkim wspomnienia rozmów z ludźmi. Interakcji. Czasem męczących, czasem zawieranych z nadzieją transakcji, najczęściej szczerych i bezinteresownych. Po pierwsze rozmowy z napotkanymi Birmańczykami nie sprowadzały się tylko do powierzchownych zdań, że Birma jest fajna. Wielokrotnie opowiadałam o Polsce, wielokrotnie wiedzieli co to za kraj, gdzie leży, że był komunizm i znali aktualną sytuację polityczną. W szczytowej formie edukacji o Polsce zahaczyłam nawet o zabory.  Nie było dnia by ktoś mnie nie zaczepił aby po prostu pogadać. Spotkałam nawet Birmańczyków całkiem dobrze znających podstawowe polskie zwroty 😉

Co było męczące? Selfie z blondynką. Nie zliczę ile ich było dziennie. Eskalacja nastąpiła w muzeum archeologicznym w Baganie, gdzie już się bałam na kogokolwiek popatrzeć. Często atakowali jak autostopowicze. Jeden na wabia, reszta w rowie. I tak zgodziłaś się na jedno a tam hyc i kolejne 5 osób w kolejce. I stoisz, zmęczona, nie chcesz wiedzieć jak prezentujesz się na tych zdjęciach, ale napewno tragicznie,  a kolejne osoby zmieniają się koło Ciebie, kolejne pstrykają foto. Uf skończyło się, patrzysz przed siebie, a tam znajomy grymas twarzy pytający: może zdjęcie? Ratunku!

Więcej w następnym poście – o ludziach w Birmie, zbiór najciekawszych historii.

Czy jest tam bezpiecznie? odpowiedź również w kolejnym poście.

2. Nigdy nie wiesz gdzie napotkasz kierownicę

Birma czy Mjanma?

W 1970 roku Mjanma… no właśnie Mjanma czy Birma? Zamiast się mądrzyć zacytuję Wam Michała Lubinę z książki „Birma: centrum kontra peryferie„:

Nazwa Myanma sięga samych początków państwowości birmańskiej. Tak mieli nazwać się potomkowie królestwa Nanzhao, migrujący nad Równinę Irawadi – myanma, a więc „Silni jeźdźcy” (Myanma oznaczałaby więc „Kraj silnych jeźdźców”). Nazwa ta pojawia się w birmańskich kronikach: od najdawniejszych dziejów była używana w języku birmańskim na określenie państwa birmańskiego – myanma naingngan. Jednakże obok nazwy Myanma istniały wersje potoczne: bamar, będąca zniekształceniem słowa Myanma i będąca określeniem etniczności, czyli narodu birmańskiego; oraz bama pyi, oznaczają- ca państwo birmańskie. To właśnie tę nazwę usłyszeli Brytyjczycy i na jej podstawie utworzyli nazwę Burma, od niej zaś pochodzi nasza Birma. Burma była używana przez cały okres kolonialny jako oficjalna, angielska nazwa kolonii. Birmańczycy po birmańsku mówili Myanma bądź Bama i tak pozostało po odzyskaniu niepodległości w 1948 roku – Myanma/Bama po birmańsku, Burma po angielsku. Aż do 1989 kwestia ta po prostu nie istniała.

W 1989 roku, a więc w rok po krwawym stłumieniu protestów studenckich, rządząca junta nieoczekiwanie uznała, że Burma to nazwa kolonialna i upokarzająca. Ta teza nie ma wiele wspólnego z faktami – „z punktu widzenia historycznego uznanie ‚Birmy’ za nazwę kolonialną jest całkowicie niewłaściwe”. Lecz zgodność historyczna nie miała tu znaczenia – według twórców zmiany Myanmar miał nie tylko naprawić błędy przeszłości, lecz również być bardziej sprawiedliwy dla mniejszości etnicznych. Według tego poglądu, określanie kraju nad Irawadi jako Burma to klasyczne pars pro toto, takie jak mówienie Anglia na Wielką Brytanię. Jest to głęboko mylna teza: nazwa Burma choć rzeczywiście odsyła do etniczności birmańskiej, to tak samo można powiedzieć o Myanma, gdyż słowa te znaczą dokładnie to samo! Nie da się obronić tezy, że lingwistycznie określenie Myanma obejmuje cokolwiek więcej niż słowo Burma.

Ale wróćmy do ruchu ulicznego…

Otóż w 1970 roku ruch lewostronny został zastąpiony ruchem prawostronnym, tylko że do tej pory napotkacie w Mjanmie samochody z kierownicą po prawej stronie. I to wcale nie są jakieś relikty sprzed lat. Po prostu nikt nie przykłada wielkiej wagi do tego, z której strony w aucie znajduje się kierownica.

3. Czy ja przeżyję tę podróż?

Podróże komunikacją lądową czy też wodną W Birmie zdecydowanie należą do najbardziej ekstremalnych do tej pory. Miałam szczęście / nieszczęście napotykać kierowców o ułańskiej fantazji co skrzyżowane z jakością dróg i aut dawało dosyć karkołomną miksturę. Łódki wcale nie lepsze 😉

Scenka 1.

Nowoczesny autobus. Miejsce w pierwszym rzędzie. Super. Nocny przejazd Inle Lake / Rangun. Z boku nad kierowcą ołtarz Buddy. Budda świeci na zielono. Muzyka gra. Kocyk i podusia w gratisie. Tylko gdzie są pasy? Przecież muszą być w tak nowoczesnym autobusie. Przekopuję siedzenie raz jeszcze. Nic, a nic. Jedziemy. Zapadła noc, Budda zmienił oświetlenie na nocne, granatowe. Kierowca z czupryna rodem z Jamajki gna po serpentynach. W dole światełka. Wizualizuje lot ciała bez pasów w przypadku nagłego hamowania. Nad moją głową lampka się zatliła. W plecaku mam gin i tonic w butelce po wodzie. Czas się znieczulić. Oby do końca serpentyn. Zasnęłam. Postój na kolację. Ruszamy. Droga prosta. Jest ok. Kierowca ma jednak duszę Kubicy. Wyprzedzamy wszystko co trafia się po drodze. Chwila tęsknoty za serpentynami, reszta ginu pochłonięta. Szczęśliwie zasnęłam.

Scenka 2.

Wykonanie zbiorcze. Rzygu – Rzygu. Jeśli wsiądziecie do lokalnych autobusów czeka Was miłe urozmaicenie w postaci darów dla drogowego odpowiednika Neptuna. Nie było przejazdu by choć jeden Birmańczyk pawia nie puścił. Reszta niech zostanie milczeniem. Dodam tylko, że taki paw to nie jest powód by zatrzymać pojazd. Najczęściej też znajduje ujście w torebce, jednak pozostaje to uczucie niepokoju gdy za Wami i koło Was lokalsi.

Scenka 3.

Się tu grzeje proszę Państwa. Pojazd się grzeje. A jak się grzeje to przychodzi Pan ze śrubokrętem i otwiera okna. I jedziecie dalej od drogi oddzieleni powietrzem. Zdjęcia robi się lepiej, serpentyny jakby wyraźniejsze. A na parkingu nie myją kół, tylko hamulce chłodzą. Ot i tyle.

O łódce będzie przy okazji Inle Lake i snoorkowania nad morzem.

4. To nie jest kraj dla wegetarian.

Dla semi wegetarian też nie. Z kuchnią birmańską był zgrzyt. I to nie mały. Nadal mogę powiedzieć, że nigdy w Azji się nie zatrułam, jednak już wiem co oznacza mulenie od świtu do nocy. Tak było w Mandalay, tak było w Baganie. Tak było przez pierwszy tydzień. Od świtu do nocy. Po posiłku wersja wzmożona. Tępe mulenie w żołądku. Coś tam jeździ, coś się nie lubi. Ratował mnie chyba tylko ostry sos z chili i czosnkiem, który pochłaniałam w ilościach wielkich. Na początku nawet spasowałam i uznałam, że kurczak to nie mięso. Ryby mnie nie przekonywały. Jednak po 2 dniach miałam dość tego rozwiązania. Pozostał ryż. Dodałam do niego sosu rybnego. Pożałowałam.

Kunszt birmańskiej kuchni poznałam na trekingu, kiedy przez 3 godziny gotowaliśmy kolację. I wtedy odszczekałam, że jest niedobra. Nad morzem jedzenie było cudowne, świeże owoce morza trudno zniszczyć  😉 I ten sok z ananasa. Miłość absolutna. Jednak przyznam się szczerze w Birmie wybierałam jedzenie tajskie lub nepalskie.

5. Tanaka style

Tanaka to drzewo, które w Birmie chroni przed słońcem nie tylko swoją koroną. Z proszku z tego drzewa połączonego z wodą Birmańczycy robią „maseczkę” chroniącą ich przed Słońcem. Na zdjęciach reklamowych zobaczycie Panie z pięknymi listkami na twarzach. W rzeczywistości najczęściej zobaczycie Panie umazane tanaką. Raz ładniej, raz brzydziej. Listki pozostają w turystycznym świecie. Wybijcie je sobie z głowy 😉

tanaka + betel
tanaka + betel

6. Babciu, a dlaczego masz takie czerwonawe zęby?

Czy ten Pan pluje krwią? Nie. To betel. Betel to jedna z najpopularniejszych używek na świecie. Wywołuje uczucie lekkiego oszołomienia, niweluje zmęczenie i uczucie głodu, zabija pasożyty, podobno jest również afrodyzjakiem.  Czarne zęby i plucie czerwoną śliną to skutek żucia betelu.

W Birmie jest to bardzo popularna używka. Sprzedaje się go na stoiskach ulicznych zaraz obok papierosów na sztuki. Betel robi się z pieprzu żuwnego, wapna (mleka wapiennego), orzechów palmy arekowej i różnych innych dodatków (goździki, liście limonki, kardamon, cynamon itp.) w zależności od uznania. Jest popularny w mniejszym lub większym stopniu we wszystkich Państwach regiony południowo – wschodniej Azji.

betel
betel

7. Ten Pan chodzi w spódnicy?

W Birmie większość mężczyzn niezależnie od wieku chodzi w longyi. Jest to birmańska odmiana lungi czyli męskiego stroju zakrywająca nogi aż do kostek.

Birma, ubiór
Birma, ubiór

8. Kto był w Rangunie nie zna Birmy

Rangun to enklawa. Oaza na birmańskiej mapie. Powiew „Europy”. Do 2005 roku stolica kraju. Rangun to wg. mnie taka trochę inna Birma. Mjanma idealna na pierwszy kontakt. To był zdecydowany błąd w zaplanowaniu trasy, aby lądować w Mandalay i jechać na południe. Polecam kierunek odwrotny. Gdy wylądujecie w Rangunie i jedziecie na północ to powoli zatapiacie się w Birmie. Macie łagodne przejście. Szok jest zminimalizowany.

Rangun, Birma
Rangun, Birma

9. Bieda

A gdy jesteśmy już przy szoku to nie zapomnę wrażenia jakie na mnie zrobiła taksówka w Mingunie. Był to trzeci dzień w Birmie. Wycieczka łódką. Przed wyjazdem krótki spacer po nabrzeżu i nabrzeżnych slumsach. Płyniemy, przez teleobiektyw jak przez lornetkę przybliżam sobie życie mieszkańców na wybrzeżach Irrawady (rzeka w Birmie). Chatki z bambusa i bananowych liści, krowy, woły. Tak jak w skansenie. Widoki jakich nie znamy na codzień. Bieda tak straszna, że aż piszczy.

birmańska droga do socjalizmu

Smutne to tym bardziej jeśli choć trochę zagłębimy się w tragiczną historię Mjanmy w XX wieku. Kraj z dużym potencjałem, bogaty, zasobny w złoża naturalne w wyniku kilku decyzji politycznych stał się jednym z najuboższych krajów i jednocześnie najbardziej odizolowanym. W 1962 roku w Birmie nastąpił udany zamach stanu generała Ne Wina i rozpoczęcie tzw.: birmańskiej drogi do socjalizmu. Wyproszono zagranicznych dziennikarzy oraz doradców, wprowadzono cenzurę, zamknięto się na obcy kapitał i wymianę naukową. Na inteligencję i elity patrzono podejrzliwie, wielu światłych Birmańczyków wyemigrowało, obcokrajowcy dostali zakaz wstępu do Birmy. Dla Birmy rozpoczął się okres terroru, dyktatury. Dla zainteresowanych tematem polecam książkę B. Góralczyka – Złota ziemia roni łzy. Eseje Birmańskie. – a czy warto po nią sięgnąć oceńcie po przeczytaniu tego wywiadu [KLIK].

Mingun – najsmutniejsza taksówka świata

Podpływamy do Mingunu. Jedzie do nas „bryczka” zaprzężona w woły z napisem taxi. Ile w tym szopki dla turysty, ile prawdy nie wiem. Wiem, że wtedy zrobiło mi się mega smutno i trochę oczy się spociły. Bo pomyślałam, że oni tę taksówkę zrobili jednak z tego co maja najlepsze, najważniejsze. I ten Pan taksówkarz machający do nas z daleka. Nigdy nie zapomnę tego piaszczystego nabrzeża i bambusowej taksówki.

Podróż do Birmy zmieniła chyba trochę moją wizję podróżowania. Pierwszy raz poczułam zmęczenie, smutek, a nie ciekawość na widok biedy. Stwierdziłam, że nie mam siły na oglądanie tych różnic, za dużo myślę, zbyt empatyczna jestem. W Birmie też na dobre straciłam chęć do robienia zdjęć przypadkowym, napotkanym ludziom, chyba że z nimi porozmawiałam chwilę, że nie byli całkowicie anonimowi, lub gdy byli elementem „krajobrazu”. Może wpłynęło na to postawienie mnie po drugiej strony barykady i staniu się samemu atrakcją turystyczną, może rozważania na temat tego czy robimy zdjęcia ludziom w bogatych krajach i publikujemy je potem w sieci?

Zastanawiałam się też ile miejsc na świecie stało się turystycznymi skansenami i straciło swój prawdziwy charakter  – rozwinięcie tej myśli znajdziecie w poście o jeziorze Inle Lake [KLIK].

taxi, Mingun, Birma
taxi, Mingun, Birma

10. Kraina tysiąca pagód

Birma często nazywana jest krajem tysiąca pagód i jest to prawda. Pagody / stupy wznoszące się na wzgórzach to nieodłączny element birmańskiego pejzażu. Widok jak z bajki. Szczególnie urokliwe są o wschodzie lub zachodzie słońca. Grę świateł, wijące się między ich czubkami mgły, czy też armię wzlatujących balonów można podziwiać bez końca. Zresztą właśnie zdjęcie wschodu słońca w Bagan było iskrą, od której zaczął się cały pomysł wyjazdu. Zdjęcia tak pięknego jak tamto nie udało mi się zrobić, ale za to przywiozłam inne. Wymarzone.

Co dalej?

Z Birmy przywiozłam wiele przemyśleń, wrażeń i zdjęć. Wszystkie znajdziecie w następnych postach. Wstępną tematykę znajdziecie poniżej. Obiecuję dwa w miesiącu. 🙂

  1. Birmańskie opowieści – niezapomniane birmańskie spotkania
  2. Trasa wycieczki: Mandalay – Bagan – Kalaw – Inle Lake – Ngwe Saung – Rangun. Birma – ceny, wizy, noclegi, info praktyczne, co gdzie i jak takie kompendium jak z Laosu 🙂
  3. Mandalay taksówką – czyli jak zwiedzić „wszystko” w dwa dni
  4. Inwa – świątynie wśród bananowców
  5. Mingun – najsmutniejsza taksówka w historii i niedokończona pagoda
  6. Inle Lake – uśmiech rybaka, który nie łowi
  7. Inle Lake – rowerem przez jezioro
  8. Kalaw – treking wśród pól ryżowych
  9. Bagan – rowerem między pagodami
  10. Rangun w cieniu Szwedagon
  11. Ngwe Saung – czy warto jechać nad morze w Birmie?
  12. Birmańskie przysmaki i antysmaki.
Birma w pigułce
Birma w pigułce

Jeśli zainteresował Cię temat Birmy zapraszam do innych tekstów o tym kraju.

Spodobał Ci się post? Zostaw po sobie ślad dając lajka lub komentując. Nie przegap następnego wpisu śledząc Okiem Maleny na Facebooku. Do zobaczenia.

21 komentarzy

  1. Ale potrafisz czarować słowek, aż z przyjemnością przeczytam inne wpisy 🙂 Birma kojarzy mi się ze smutkiem mimo wszystko…nie wiem czy bym potrafiła tam wyruszyć

  2. Cudowny wpis, prosto z serca i doskonały dowód na to, że marzenia się spełniają, a niemożliwe wymaga po prostu troszkę więcej czasu 😉

  3. Choć Birma nie jest najczęściej wybieraną destynacją wakacyjna przez Polaków 😉 , muszę przyznać, że to niezwykły kraj. Co prawda nie jestem piękną blondynką, o której wspólne zdjęcie walczyłby każdy Birmańczyk, to jednak kilka elementów w tym kraju byłoby dla mnie trudnych do przyzwyczajenia się. Ale w tym w sumie cały urok wyjazdów przecież, żeby poznać to co inne i kolejny raz odczuć, jaki świat jest niezwykle różnorodny.

  4. Wspaniały wstęp… Birma to jedno z moich większych marzeń obecnie. Jeszcze nie wiem kiedy, ale na pewno się tam udamy. Świat jest taki wielki, człowiek chciałby odwiedzić tyle miejsc… no ale bez paniki, krok po kroku;) Czekam na dalszy ciąg opowieści… 🙂

  5. Sam wstęp do wpisu wywołał we mnie wzruszenie – moment fotografowania małego mnicha i efekt – wspaniały. Przypomniał mi się nepalski klasztor, w którym spotkałam kilku małych mnichów robiących sobie wzajemnie zdjęcia telefonami przy zachodzie słońca, potem wzajemnie się fotografowaliśmy z uśmiechem. Ach. Ludzie tam też są niesamowici – myślę, że Birma to będzie miejsce, w którym też się dobrze poczuję. Współczuję kulinarnych doświadczeń, pewnie też bym sięgała po inne jedzenie. 🙂
    A longyi wygląda całkiem fajnie, sama bym nosiła. 😉

  6. W wielu punktach miałam bardzo podobne spostrzeżenia podczas podróży po Indiach. Birma jest jeszcze stosunkowo rzadko wybieranym kierunkiem w naszym kręgu kulturowym, więc na pewno wrócę do Twojej relacji,jak będę się wybierać. 🙂 Pierwsze zdjęcie jest naprawdę ekstra!

  7. I co, widać faktycznie często, że zęby są zaczernione od betel? Bo prawdę mówiąc, na zdjęciu ta pani wygląda okropnie z tym uzębieniem;] Namęczyłaś się fest z tym postem. Jeśli miałbym się czegoś czepić, to chyba jest trochę przecinków do ogarnięcia (też miałem ten problem), nawet w nagłówkach.

    1. Tak, często widać czarne zębiska wyszczerzone w szczerym uśmiechu 😉 Jeszcze częściej czerwone plamy na ulicach. Nie wygląda to apetycznie 😉
      Dzięki, cieszy mnie, że widać włożoną pracę, choć paradoksalnie ten post był z gatunku tych co „piszą się same” 🙂
      Tak, przecinki to moja zmora 😉 I już chyba nawet widzę, o których miejscach mówisz 🙂

Dodaj komentarz