Cadaques, Salvador Dali

Cadaques to małe, śliczne miasteczko na wybrzeżu Costa Brava, niemalże na samym cyplu półwyspu Cap de Creus. Idealnie nadaje się na jednodniową wycieczkę z Barcelony. Jest od niej oddalone o zaledwie 170 km. Niestety koszt przejazdu nie jest mały – bilet autobusowy z Barcelony do Cadaques to wydatek ok. 25 euro w jedną stronę, podróż trwa około 3 godzin. Gdy kupujecie bilety przez internet, nie zdziwcie się, że w Barcelonie, mimo wydrukowanego biletu, nie zostaniecie wpuszczeni do autobusu dopóki kierowca nie otrzyma z kasy wydruku z potwierdzeniem waszej płatności.

Cadaques jest idealną lokalizacją szczególnie dla tych, których odstraszają 5 gwiazdkowe, wysokie hotelowce, turystyczne osady, które w każdym kraju wyglądają niemalże identycznie, serwują All Inclusive od rana do nocy. Czasem się śmieję, że jakby tak zrzucić nagle osobnika z kosmosu na główną promenadę takiej z piekła rodem miejscowości, to trudno by określić czy to Hiszpania, Bułgaria, czy inny Egipt. Ale o wczasach w tur-kołchozie innym razem. Byłam, widziałam i się rozchorowałam 😉

Głównym celem wycieczki do Cadaques była niewielka rybacka osada Port Lligat, gdzie mieści się dom Salvadora Dali. Oddalona jest mniej więcej o 40 minut marszu od stacji autobusowej w Cadaques. Wyprawę dobrze zacząć od zakupu wody, bo w Port Lligat sklepu nie ma, a droga przez większą część pnie się malowniczo pod górę.

Bilety do muzeum trzeba zarezerwować i kupić online z wyprzedzeniem /koszt: 11 euro/, spontaniczny przyjazd zdecydowanie się nie opłaca, bo po prostu nie będzie biletów. Do muzeum wpuszcza się ośmioosobowe grupy, które wraz z przewodnikiem zwiedzają wnętrze domu – zajmuje to około 40 minut, potem jest nielimitowany czas wolny w ogrodach. Dom W Port Lligat to jedno z 3 muzeów Dalego w tym rejonie Hiszpanii, tzw. Trójkąt Dalego: Port Lligat – Pubol – Figueres.

Dali kupił dom w Port Lligat w 1930 roku, wielokrotnie go rozbudowywał, opuścił go dopiero w 1982 roku, kiedy po śmierci Gali wyprowadził się do Zamku w Pubol. Nie mógł dłużej przebywać w miejscu gdzie spędzili razem całe życie i gdzie każdy kąt przypominał mu jego ukochaną.

Przy wejściu do domu wita nas wielki biały niedźwiedź z pochodnią. Prawie w każdym wnętrzu są wypchane łabędzie i bukiety zasuszonych nieśmiertelników – ulubionych kwiatów Gali. Co jeszcze ciekawego? System luster w sypialni dzięki któremu Dali był pierwszym człowiekiem widzącym wschodzące Słońce; sala szeptów, potęgująca każde westchnienie i szept; stelaż do malowania obrazów, który umożliwiał Dalemu tworzenie obrazów w każdym rozmiarze, bez potrzeby wstawania z krzesła :), dwie klatki – jedna dla kanarka, a druga malutka, przytwierdzona do ściany, dla … świerszcza :), oryginalne prace Dalego, setki zdjęć ze sławnymi ludźmi. W ogrodach na szczególną uwagę zasługuje rzeźba – Christ of the rubbish, wykonana z przeróżnych materiałów znalezionych w Port Lligat przez Dalego.

W połowie drogi między Cadaques, a Port Lligat znajduje się ładny kościół. Warto wejść do środka – wygląda na kompletnie opuszczony, w oknach wiszą wielkie pajęczyny, farba gdzieniegdzie odpada, a na bocznych ścianach są ciekawe rzeźby z metaloplastyki. Rzeźba Chrystusa zrobiła na mnie ogromne wrażenie, miała w sobie niesamowitą siłę wyrazu.

W Cadaques polecam Wam restaurację Nord-Est. Nie należy do najtańszych, ale ma swoje nieocenione zalety. Położona jest zaraz przy nabrzeżu, ma piękny widok na zatokę i Cadaques, wifi 😉 i zjadłam tam bardzo dobrą paellę z owocami morza. To była chyba najlepsza paella jaką kiedykolwiek jadłam.

Resztę czasu w Cadaques spędziłam na włóczeniu się się z aparatem po wąskich uliczkach, słuchaniu samozwańczych muzyków na nabrzeżu i poszukiwaniu śladów Dalego, na które nie trudno tu trafić. Warto też wejść do sklepów z ceramiką, która w tym regionie jest przepiękna, żałowałam, że do małej walizki w samolocie zmieści się co najwyżej magnes.

Ostatni autobus z Cadaques do Barcelony odjeżdża o 19.30. Droga prowadzi górskimi serpentynami, na których gdy spotkają się dwa autobusy robi się nie lada problem, a zawsze złośliwie spotykają się na zakręcie. 😉

Jeśli zainteresował Cię temat Hiszpanii zapraszam do innych tekstów o tym kraju.

Spodobał Ci się post? Zostaw po sobie ślad dając lajka lub komentując. Nie przegap następnego wpisu śledząc Okiem Maleny na Facebooku. Do zobaczenia.

5 komentarzy

  1. Piękne miejsce! Fantastyczne zdjęcia tylko wzbudzają we mnie żal, że jeszcze tam nie byłem;) Koniecznie muszę się tam wybrać, najlepiej najprędzej jak to możliwe:D

Dodaj komentarz