laotański Larb

Powoli pracuję nad nowymi postami. Na razie segreguję setki zdjęć. To niewiarygodne jak to szybko zleciało. Miesiąc temu wylądowałam w Tajlandii i czekała mnie długa trasa. O taka:

img_0005

Dziś z okazji Walentynek o laotańskiej potrawie, która skradła moje serce 🙂

Larb (laarb, laap, larp, lahb, laablub Sa – pikantne, mięsne sałatki. Siekane mięso z dużą ilością ziół. Dla wegetarian istnieją wersje z tofu lub grzybami równie smaczne 🙂 Zdecydowanie mój numer 1 kuchni laotańskiej.

Larb można podawać na zimno, na liściu sałaty – i wtedy jest świetną przystawką, lub na ciepło z ryżem. Oczywiście z ryżem kleistym.

W Laosie ryż podawany jest w specjalnych koszyczkach. Jedna z zasad savoir-vivre’u mówi, że gdy skończymy jeść koszyczek zamykamy. Kolejna kwestia to sztućce – dostaniemy łyżkę i widelec. Jedzenie widelcem nie jest uważane za eleganckie, jemy łyżką, a widelcem nakładamy na łyżkę. Ryż jemy rękami. 

Wczoraj postanowiłam odtworzyć w domu ich niebywały smak i muszę stwierdzić, że wyszło naprawdę pyszne i co już trudniejsze do osiągnięcia był to prawie w 95% ten smak, który zapamiętałam.

Larb przepis:

składniki (na dwie osoby):

1. mięso (kurczak, wieprzowina, wołowina, ryba) / podwójna pierś z kurczaka -> lub dwa serki tofu
2. prażony ryż rozdrobniony w moździerzu / 3 łyżki (wersja dla leniwych: można zmielić w młynku do kawy, tylko niezbyt drobno)
3. cebula szalotka / 2
4. trawa cytrynowa / około połowę łodyżki
5. galangal / można zastąpić imbirem /objętościowo tyle co czosnku
6. liście kaffiru / 3 sztuki
7. sok z limonki
8. świeża kolendra / pół szklanki
9. świeża mięta / szklanka
10. tajska bazylia /  szklanka (może być, ale nie musi)
11. czosnek / 2 ząbki
12. papryczki chili / do smaku  im więcej tym lepiej
13. cebula dymka
14. sos ostrygowy
15. sos rybny
16. cukier palmowy / trzcinowy

Przygotowanie:

1. Mięso siekamy na drobniutkie kawałeczki – można zmielić, ale to już podobno nie ten smak. Następnie dodajemy do mięsa trochę trawy cytrynowej i liście kaffiru i siekamy raz jeszcze. Odstawiamy.
-> Jeśli robimy wersję wegetariańską to tofu odciskamy z wody, kruszymy i mieszamy z sokiem z połowy            limonki
2. Prażymy ryż, gdy zmieni barwę na złotawą czekamy aż ostygnie i rozgniatamy w moździerzu na ziarenka ciut większe od piasku. (lub mielimy w młynku 😉
3. W woku rozgrzewamy olej wrzucamy mięso, po kilku minutach dodajemy szalotkę pociętą w piórka, cebulę dymkę, imbir/galangal, trawę cytrynową, czosnek posiekany, papryczki chili posiekane w plasterki, liście kaffiru.
-> w wersji wegetariańskiej odwracam kolejność i najpierw wrzucam na chwilę cebule i zioła, a potem tofu
4. zalewamy to sosem z sosu rybnego, sosu ostrygowego, soku z limonki i cukru. (pół limonki, 1 łyżka sosu ostrygowego, 1 sosu rybnego i odrobina cukru, mniej więcej łyżeczka)
5. Na koniec dodajemy prażony ryż, świeżą kolendrę oraz miętę. Mieszamy i po minucie zdejmujemy z ognia.
-> w wersji wegetariańskiej: czekamy aż tofu ślicznie się zarumieni i zdejmujemy z ognia 🙂
6. talerze możemy udekorować biała kapustą pocięta w paseczki, ogórkiem, listkami ziół.

Można podawać zarówno na ciepło jak i na zimno.

Na ciepło idealnie komponuje się z ryżem kleistym. Ja wczoraj zrobiłam ryżową partyzantkę zmieszałam ryż do sushi z ryżem arborio, moczyłam, gotowałam na parze i też wyszedł. Choć następnym razem zdecydowanie najpierw kupuję garnek do gotowania ryżu / bambusowe sitko, a następnie ryż kleisty (khao niao).
Do picia możecie podać herbatę z trawy cytrynowej. Jej delikatny smak fajnie komponuje się ze smakiem Laarba. Nie wiem czy z mrożonej trawy też wyjdzie (apdejt: już wiem – wyjdzie ;-), ale w dżungli rozgniataliśmy kawałek trawy nożem, wkładaliśmy do kubka z bambusa, zalewaliśmy wrzątkiem i po paru minutach była pyszna herbata.
Smacznego.

Więcej o kuchni Laosu przeczytacie TU [KLIK].

11 komentarzy

Dodaj komentarz