Luang Prabang, Laos – top 8

Luang Prabang – deszczowy wstęp, rozwinięcie i zakończenie

A może tytuł jednak powinien brzmieć: Luang Prabang poradnik jak nie zamarznąć w Laosie w samym środku pory suchej gdy za oknem 9 stopni i deszcz?. Ale to zdecydowanie za długi tytuł. Zostańmy przy Luang Prabang top 8 🙂 Dawna stolica Laosu była jednym z ważniejszych punktów wyprawy do Laosu, niestety deszcz nieco pokrzyżował plany. Powiem Wam jedno – było szaro, buro, zimno, mokro, ale nadal niesamowicie pięknie. Próbowałam sobie wyobrazić jak to miejsce musi wyglądać w promieniach Słońca, z niebieskim niebem w tle i skrzącymi się od złota dachami świątyń i meandrami Mekongu. Zdecydowanie jest to miejsce warte odwiedzenia i spędzenia tam kilku dni. Pisząc to słucham Świetlickiego „Wilgoć” – idealny podkład. Żeby nie opowiadać w kółko, że było zimno i padało tym razem będzie dyscyplina i punkty – co warto zobaczyć i zrobić w Luang Prabang.

Luang Prabang – top 8

  1. spacer kolonialną starówką

Luang Prabang czy też Louangphrabang do XVI wieku była stolicą Laosu. Nazwa pochodzi od posągu Buddy, który ofiarowano władcy w XIV wieku i oznacza Królewskie Miasto Delikatnego Obrazu Buddy. Położone jest nad Mekongiem. Starówka znajduje się na urokliwym półwyspie i w 1995 roku została wpisana na listę Unesco jako unikatowy przykład kolonialnej, francuskiej architektury. Rzeczywiście spacer jej uliczkami jest niezapomniany. Kolonialne budynki, liczne świątynie, a to wszystko otoczone niesamowitą zielenią. Gdzieniegdzie samochody kompletnie nie z tej epoki. W erze zimna i deszczu jeszcze tlące się gdzieniegdzie ogniska i koksowniki przy których ogrzewali się zmarznięci mieszkańcy.

2. Phou Si Hill

Wzgórze z niezliczoną ilością złotych posągów Buddy. Wierzchołek wzgórza wieńczy złota stupa Wat Chomsi z 1804 roku. Wdrapać się trzeba 150 m nad poziom miasta, po wielu schodach, ale warto. Dobry punkt aby zobaczyć jak na dłoni całe Luang Prabang, obserwować okoliczne wzgórza i leniwe meandry Mekongu. Napewno jest to dobre miejsce aby podziwiać zachód Słońca. W zimne dni szczególnie polecane aby się rozgrzać marszem pod górę, w ciepłe dni warto wyposażyć się w butelkę wody, lub i dwie.

3. Night Market

Około 18 główna ulica zamienia się w nocny market. Jeśli planujecie gdzieś kupić pamiątki to jest dobre miejsce. Znajdziecie tam wszystko czego dusza zapragnie i jeszcze więcej 😉 Figurki, przyprawy, herbaty, ubrania, ozdoby. A jeśli w końcu zgłodniejecie, a przejadły Wam się już słynne bagietki, to jak dobrze poszukacie można się najeść po uszy za około 1,5 $. Night Market w deszczu przypominał trochę jakąś dziwną grę. Koło 18 na ulicy zaczynało się rozkładanie straganów, chwilę później wiatr się zmagał i szarpał wszystkim. Dwie chwile później zaczynało kropić, ale wszyscy udawali, że wszystko jest ok. Turyści chodzili między pamiątkami owinięci w co kto miał, Laotańczycy starali się chronić swoje skarby od wiatru i deszczu, owinięci jak tylko się dało. Tylko japonki na ich stopach zdradzały, że w tym miejscu powinno być teraz naprawdę ciepło. Jakiś czas potem deszcz kończył zabawę i zaczynał lać niemiłosiernie, i wtedy robiło się wesoło. Sprzedawcy w tempie przyspieszonym składali stragany, a turyści skakali od namiotu do namiotu, aby choć na sekundę schronić się przed ulewą. W sumie trudno powiedzieć czemu skakali, bo deszcz zacinał równo, przechodzić nie miał zamiaru i to schronienie dawało tylko iluzoryczne poczucie ochrony.

4. Wodospad Kuang Si

Miejsce absolutnie bajkowe. O wodospadach Kuang Si i jak tam zorganizować przejazd i co was czeka na miejscu przeczytacie więcej w tym poscie [KLIK].

wodospad Kuang Si
wodospad Kuang Si

5. Mnisi

Luang Prabang słynie z porannej procesji mnichów. Codziennie o wschodzie słońca mnisi wyruszają zbierać dary od wiernych. Wierni klęczą wzdłuż ulicy, przed sobą na matach mają dary – ryż, owoce, słodycze. I tak ulice miasta o wschodzie słońca nabierają pomarańczowego koloru od szat około 200 mnichów, którzy wędrują wśród wiernych w ciszy i spokoju zbierając jałmużnę. Tyle teorii. W praktyce jest nieco inaczej.

Turystyka wkradła się i tu, i powoli zabija tę tradycję. W świątyniach wiszą informacje jak się zachować w czasie procesji, czego nie robić. Informacje sobie, turyści sobie. Podobno są organizowane „wycieczki” co by mnichów obejrzeć. Bez trudu można w sieci znaleźć artykuły o skandalicznym zachowaniu turystów, którzy kłębili się wokół mnichów i wiernych jak sępy nad ofiarą. Teleobiektywy wycelowane prosto w twarze, flesze, chaos i zamieszanie. Wszystko aby mieć zdjęcie dnia na insta. Armia fotoreporterów samozwańców. Wielu jest też ulicznych sprzedawców darów, którzy zachęcają turystów, aby je kupili i przyłączyli się do ofiarujących. Biznes kwitnie. Starajmy się nie robić cyrku z czyiś praktyk, a jeśli chcemy w nich uczestniczyć znajmy reguły. Jeśli postanowicie się wybrać, zachowajcie dystans i milczenie bądźcie obserwatorami. Nie używajcie flesza, róbcie zdjęcia z daleka, starajcie się być niewidoczni.

Ja szczęśliwie nie byłam świadkiem żadnych skandalicznych scen, może właśnie dzięki deszczowej pogodzie. Choć z drugiej strony mnichów też było jak na lekarstwo, dodatkowo jeszcze było ciemno. Moje zdjęcia nadawałyby się do działu: oczekiwania vs rzeczywistość.

6. Świątynie, dużo świątyń

W mieście w szczytowym okresie rozwoju było przeszło 60 świątyń. Obecnie jest ich nieco ponad 30. Odwiedzenie nawet połowy z nich może doprowadzić do zawrotu głowy i całkowitego pomieszania nazw. Temple tour level hard. Miło wędruje się między świątynnymi murami. Lubię tą ciszę i spokój. Uwielbiam podziwiać zdobienia, mozaiki, płaskorzeźby, podglądać mnichów, znaleźć trochę czasu by po prostu posiedzieć sobie w środku i podumać, ale spamiętanie nazw to już dla mnie wyczyn, szczególnie przy takiej ilości. Ale nic to, spędziłam ostatnią godzinę dopasowując elementy układanki i oto kilka z odwiedzonych z imienia i nazwiska. O każdej ze świątyń możecie znaleźć szczegółowe informacje tu: [KLIK]

Wat Xieng Thong

16 – wieczny kompleks świątynny. Jeden z najważniejszych w całym Laosie. Świątynie ozdobione są cudnymi mozaikami. Chyba jedna z ładniejszych. Wstęp płatny.

Haw Pha Bang

Królewska świątynia, jedna z najmłodszych – ukończona w 2006 roku. Jej nazwa pochodzi od najważniejszego w Laosie wizerunku Buddy. Wejście płatne – bilet obejmuje również wizytę w  Muzeum Pałacowym.

Wat Mai

18 – wieczna świątynia. Największa i o najbardziej bogatych dekoracjach i zdobieniach. Wstęp płatny.

Wat Sensoukharam Temple

18 – wieczna świątynia w języku laotańskim jej nazwa oznacza: świątynia 100.000 skarbów – została zbudowana ze 100.000 kamieni wydobytych z Mekongu.

Wat Sibounheuang

Wat Sibounheuang
Wat Sibounheuang

7. Mekong

Miasto świątyń otoczone jest Mekongiem. Przy samej rzece jest multum ślicznych i klimatycznych knajpek, które niestety świeciły pustkami z wiadomych przyczyn 😉 W ciepłe dni napewno można tam spędzić niezwykle klimatyczne chwile. Ponadto jest kilka mostów, które prowadzą do podobno bardzo ciekawej i kompletnie odmiennej części miasta. Jeśli nie udało Wam się wcześniej przepłynąć Mekongiem w Luang Prabang jest ku temu okazja. Można wybrać się do oddalonej o 25 km jaskini Pak Ou znanej z setek figurek Buddy. Czy warto pojęcia nie mam. Była w planach, podobnie jak odwiedzenie części miasta za mostem, ale sami wiecie już co …  😉

8. Słynne bagietki i pyszne ciasteczka kokosowe

Bagietki, a dokładniej bagietko – kanapki. Taka pozostałość po francuskiej koloni. Do wyboru, do koloru. Wszystkie zawierają surowe warzywa, więc teoretycznie powinny być omijane z daleka. Ich zaletą był fakt, że po pierwsze były smaczne, po drugie bardzo sycące po trzecie rozbite namioty oferowały dach nad głową i schronienie od deszczu po czwarte była tam również gorąca herbata i pyszna kawa. W Luang Prabang odkryłam też malutkie, kokosowe kuleczki. Coś pysznego. Mini ciasteczka. Nie wiem czy smakowały mi tak, głównie dlatego,że były ciepłe 😉 Ale to jedna z pyszniejszych rzeczy jedzonych w Laosie.

Informacje Praktyczne:

  • orientacyjne ceny:
    • cena hotelu: 110.000 kip / pokój dwuosobowy w bocznej uliczce niedaleko rzeki
    • wstęp do świątyń: 20.000 kip
    • wzgórze Phu Si: 20.000 kip
    • talerz różności na nocnym markecie: 10.000 kip + Lao Beer 10.000 kip
    • bagietka 10.000 / 20.000 kip
    • tuk tuk ze stacji 20.000 kip
    • 1$ = 8185 KIP
  • jak się tam dostać i gdzie pojechać dalej:
    • nocny autobus do Wientianu 175.000 kip ok. 12 h jazdy
    • autobus z Nong Khiaw – około 4 godzin jazdy 37.000 kip
  • najlepiej poświęcić na to miejsce minimum 3 dni (wodospad Kung Si, jaskinie, zwiedzanie miasta, może jeszcze 2 wodospad Tad Sae)
  • w mieście jest dużo szkół gotowania, więc jeśli chcecie się nauczyć laotańskiej kuchni to dobre miejsce
  • przykładową trasę po Laosie znajdziecie w poscie: Laos w pigułce [KLIK]

Deszcz

A gdyby Świetlicki był wtedy w Luang Prabang jego wiersz „Wilgoć” brzmiałby mniej więcej tak:

deszczowe Luang Prabang i ja
deszczowe Luang Prabang i ja

Trywialna historia
Kobieta, Azja
DESZCZ

I wszystko we mnie wrzeszczy
Tuk tuk , Tuk tuk, Tuk tuk
Natychmiast
DESZCZ
DESZCZ

Do hotelu lub pod dach
W jakieś suche miejsce
Do hotelu lub pod dach
DESZCZ
DESZCZ

Jak ja tu stoję
To ja się starzeję
Jak ja tu stoję
To ja tu umieram
DESZCZ
DESZCZ

Trywialna historia
Kobieta, Azja
DESZCZ

I wszystko we mnie wrzeszczy
Tuk tuk, tuk tuk
Natychmiast, tuk tuk
Do hotelu lub pod dach
W jakieś suche miejsce
Dworzec główny, hotel lub choćby pod most
DESZCZ

O, tuk tuk , tuk tuk
Helikopter, tramwaj, łódź podwodna, czołg
DESZCZ
DESZCZ
DESZCZ

Jeśli zainteresował Cię temat Laosu zapraszam do innych tekstów o tym kraju.

Spodobał Ci się post? Zostaw po sobie ślad dając lajka lub komentując. Nie przegap następnego wpisu śledząc Okiem Maleny na Facebooku. Do zobaczenia.

18 komentarzy

  1. Nigdy jakoś nie ciągnęło mnie w tamtym kierunku, ale muszę przyznać, że zdjęcia robią wrażenie. Ta turkusowa woda, małe latarenki…

    1. Mnie też długo nie ciągnęło, aż dwa lata temu wybrałam się do Kambodży i teraz tylko dni odliczam między wyjazdami 😉 I za każdym razem obiecuję sobie, że już starczy i przerzucam się na inną część świata. No może po Birmie, a potem po Nepalu to się uda 😉

  2. przyznaję, że o Laosie nie wiem kompletnie nic, dopiero rok temu dowiedziałam sie jak nazywa się stolica kraju. A teraz od Ciebie dowiedziałam się o niej ciut więcej! Dzięki! Ciekawie to miasto się prezentuje, może kiedyś uda się wybrać!

  3. Wodospady wyglądają super, night market też niczego sobie, chętnie bym taki pełny talerz zjadła 🙂 No i szkoda, że pogoda nie dopisała bo te knajpki nad Mekongiem wyglądają uroczo!

  4. Fajne te wodospady 🙂 Jak tak czytałam o świątyniach, to chyba po 2 latach odwyku od buddyjskich świątyń, mogłabym znowu na jakąś popatrzeć z zainteresowaniem 🙂
    Los wciąż przede mną, jakoś ostatni z krajów Azji Południowo-Wschodniej, który chce zobaczyć 🙂

Dodaj komentarz