Senne Sarajewo, hordy psów i niebiańska jagnięcina

Hostel City Centar Sarajewo

W Sarajewie przywitał mnie deszcz. Dotarłam do hostelu , gdzie wg. mnie znalazłam salomonowe wyjście – jednoosobowy pokój, zwany szumnie apartamentem, ale jednak w hostelu. Czyli dobra cena, ludzie, i intymność. W rzeczywistości gdy z dwoma plecakami wdrapałam się na ente piętro okazało się, że mój apartament jest w mieszkaniu w kamienicy na przeciwko. Cały misterny plan szlag trafił, ale znając moje szczęście nie zdziwiłam się zbytnio.

Drzwi do klatki otwierało się kluczem, albo po bośniacku przekładając rękę przez wybitą szybę. Wersja druga zdecydowanie szybsza w obsłudze. Minus – może to zrobić każdy przechodzień. W dalszej części klatki witały mnie policyjnie zaplombowane drzwi do mieszkania /wyobraźnia pracowała/, a dalej jeszcze tylko kilka metrów i mój schron. Warunki naprawdę super. Telewizor – dla osobnika co w domu takiego cuda w domu nie posiada i jeszcze z tego telewizora mówią do mnie po bośniacku to nie lada atrakcja 🙂 Oprócz telewizora, dvd, radia, wifi czajnik, lodówka wygodne łóżeczko, pufy i łazienka. I dwa zamki w solidnych drzwiach. Bajka. Do tego info powitalne i opisujące okolice. Wiadomość nr jeden – w Sarajewie wodę wyłączają przed północą. Wiadomość nr 2 – spis knajpek. Tu właśnie wyczytałam o klimatycznej knajpce Kibe Mahala położonej hen, wysoko z widokiem na całe Sarajewo. Idealne miejsce na powitalną kolację. Gdyby jeszcze tylko przestało lać… Widok zza okna prezentował się słabo – mury kamienicy, okna korytarza i śmieci.

ul. Kovači

Gdy tylko deszcz przestał lać wbiłam w mapę pinezkę z lokalizacja knajpki i wyruszyłam na spacer. Z każdym krokiem Sarajewo robiło na mnie przyjemniejsze wrażenie. Przeszłam Baščaršije (targ miejski w obrębie starego miasta), zobaczyłam na własne oczy Sebilj (charakterystyczna drewniana fontanna w Sarajewie – o tym następnym razem), pokręciłam się chwilkę po okolicy i wyruszyłam, mniej więcej, w kierunku Kibe Mahala. Najpierw przeszłam przez klimatyczną uliczkę Kovači gdzie tak jak pisano we wszystkich źródłach słychać rytmiczne uderzania młoteczków i to tam powstają dżezwy (tygielki do parzenia kawy), małe czasze, mosiężne tacki, magnesy. Jedna z bardziej klimatycznych uliczek. Tuż nad nią pojawia się muzułmański cmentarz, a nad nim Žuta Tabija i zabytkowa dzielnica Vratnik. Plan na dzień następny.

Senne ulice i całkiem (p)obudzone psy

Sarajewo tego popołudnia było wyjątkowo magiczne. Na ulicach nie było żywego ducha. Za plecami, na niebie pojawiła się przepiękna tęcza. Błądziłam wąskimi uliczkami, jedyne co przeszkadzało w zanurzeniu się w tej chwili to gdzieniegdzie przebiegające bezpańskie psy. To jest zmora Sarajewa. Szczególnie dla kogoś kto panicznie boi się obcych psów. Błądzenie szło mi na tyle dobrze, że dość oddaliłam się od celu, ponieważ Słońce było coraz niżej postanowiłam trochę zdyscyplinować moje szwendactwo. Od celu dzielił mnie niecały kilometr gdy stanęłam jak wryta widząc cała armię wielkich psów siedzących na wzgórzu, koło którego prowadziła droga. Spojrzałam na mapę, nie wyglądało to optymistycznie, druga droga to dodatkowe 2 km. Słońce coraz niżej. Trudno. Zawróciłam, skręciłam w kolejna uliczkę.

Musiałam wyglądać na dość zagubioną, bo Pan wracający z dzieckiem z zakupów spytał czy czegoś szukam. Jako rasowa Zosia Samosia stwierdziłam, że nie, wszystko, ok, ale gdy parę metrów poniżej zobaczyłam wielkiego białego psa zawróciłam i spytałam, czy mogę pójść z nim, bo boję się psa. Spytał gdzie idę, gdy objaśniłam cel popatrzył na mnie wielkimi oczami i stwierdził, że to przecież kompletnie nie w tym kierunku. Wtedy wyjaśniłam, że wiem, ale tam jest cała horda psów i szukam innej drogi. Zaproponował, że tylko zostawi zakupy w domu i mnie przeprowadzi. Jak obiecał, tak zrobił. Parę minut później wędrowaliśmy razem wąskimi uliczkami, a psy na wzgórzu bacznie nam się przyglądały. Po drodze opowiadał mi o problemie z psami, weterynarzach próbujących rozwiązać tą kwestię, o tym, że najgorsze są te w obejściach, bo one rzeczywiście mogą wybiec i ugryźć, a te wałęsające się tylko groźnie wyglądają. Szedł ze mną dobry kilometr do skrzyżowania. Objaśnił, że jeszcze 300 metrów w górę i maksymalnie dwa psy, ale powinny być zamknięte i będę u celu. Z duszą na ramieniu szłam ostatnie 300 metrów, szczęśliwie nie pojawił się żaden pies.

Kibe Mahala

Gdy zobaczyłam jak prezentuje się Kibe Mahala już wyobraziłam sobie jakie tam są ceny. Ale po tylu kilometrach i tylu napotkanych psach było mi wszystko jedno. Przed wejściem zdjęłam bluzę, by choć troszkę dopasować się do miejsca. Weszłam, przywitałam się i usłyszałam pytanie: a ma Pani rezerwację? Zamarłam.

– Nie mam.

– Bardzo nam przykro, ale u góry jest wesele.

Moja rezygnacja sięgnęła zenitu.

– A mogę tylko wejść i zrobić zdjęcie z tarasu?

– Oczywiście, że tak.

Wjechałam na drugie piętro, uśmiechnęłam się do kelnera, wyjaśniłam, że nie mam rezerwacji, ale przeczytałam w hostelu, że to najpiękniejsze miejsce na kolację, i wiem że jest wesele, ale jeśli mogłabym tylko zrobić zdjęcie? Zapytał dla ilu osób stolik. Odpowiedziałam, że jestem sama. Spytał, czy na tarasie nie będzie mi przeszkadzało. Szczęście się do mnie uśmiechnęło. Gdy zobaczyłam ceny w karcie uśmiechnęło się podwójnie. Siedziałam na cudnym tarasie, tuż przy oknie, przede mną roztaczał się widok na całe Sarajewo. Na tarasie na specjalnym ruszcie piekła się jagnięcina. Królewska kolacja w postaci grillowanych warzyw, jagnięciny (najlepszej pozycji z karty), pieczonych ziemniaczków, wody, wina i bośniackiej kawy wyniosła mnie 80 zł. Jedzenie było niesamowicie smaczne. A Sarajewo o zachodzie Słońca i tuż po prezentowało się cudnie. Okalające ciemne wzgórza, tlące się światła miasta. Cudo. Do centrum wróciłam taksówką, za równowartość chyba maksymalnie 3 euro.

Następnego dnia znowu powróciłam na sarajewskie wzgórza i na spotkanie z kolejnymi psami 😉 . C. D. N. 🙂  A nim ciąg dalszy nastąpi zerknijcie do Osmola, gdzie znajdziecie Sarajewo w pigułce oraz jego refleksje z sarajewskich wzgórz. Tego miasta nie da się odbierać w oderwaniu od jego smutnej historii.

Jeśli zainteresował Cię temat Bośni zapraszam do innych tekstów o tym kraju.

Spodobał Ci się post? Zostaw po sobie ślad dając lajka lub komentując. Nie przegap następnego wpisu śledząc Okiem Maleny na Facebooku. Do zobaczenia.

 

15 komentarzy

  1. Szacun za opisywanie miejsc takimi jakie są: „Widok zza okna prezentował się słabo – mury kamienicy, okna korytarza i śmieci”. Czasami spotykam się z opisami na siłę, że wszędzie zjawiskowo, przepięknie i po [prostu cud miód. Wolę prawdę, tak jak u Ciebie 🙂 Druga sprawa, fajnie, że udało Ci się mimo tych przygotować do wesela w restauracji zjeść u nich. Miejscówka wygląda na prawdę fajnie. A skoro ceny przy okazji przystępne, to w ogóle super. Dobrze zareklamowałaś Sarajewo, mimo strachu przed sami 🙂 Dzieki.

    1. Dzięki za ten komentarz 🙂 Staram się nie koloryzować i pisać tak jak jest. Podejrzewam, że udało mi się zjeść, bo mówię po chorwacku, dzięki czemu i w Bośni bez problemu się dogaduję 😉

    1. To zależy 🙂 Oczywiście, że wspaniale jest dzielić wrażenia z bliską osobą lub towarzyszem podróży, ale równie pełnie i przyjemnie można je przeżywać podróżując samotnie. Wszystko to chyba kwestia podejścia.

  2. Ach Sarajewo! Bardzo polubiłam to miasto, właściwie od pierwszego wejrzenia. Chociaż cieszę się, że miałam apartament w takim miejscu, że nie musiałam wspinać się z plecakiem pod górę 🙂 Ta restauracja wygląda naprawdę fajnie, a raczej widok z jej okien. Następnym razem muszę się tam wybrać 🙂

  3. Kolacja na tarasie z widokiem na miasto – coś co uwielbiam:) Trochę inaczej wyobrażałam sobie Sarajewo:)

    1. To tylko jedno z jego obliczy 🙂 Zapraszam na kolejne posty w niedługim czasie i ciekawa jestem jakie będziesz miała wrażenie.

Dodaj komentarz