Site icon Okiem Maleny

Stary Bar – średniowieczna twierdza u stóp góry Rumija

Stary Bar

Dziś zabieram Was w małą podróż w czasie. Opowiem Wam o Starym Barze w Czarnogórze, o miejscu, w którym mieszkałam, i które jakiś czas temu ponownie odwiedziłam po latach. Jeśli szukacie informacji praktycznych to następny akapit jest dla Was, a potem skaczcie na koniec postu – tam jak zwykle podsumowanie co, gdzie i jak.

Stary Bar – co, gdzie i kiedy?

Stary Bar

Stary Bar

Stary Bar to malutka miejscowość tuż u stóp góry Rumija (1595 m.n.p.m.) znajdująca się około 5 km od Baru. Warto ją odwiedzić z dwóch powodów – po pierwsze aby zwiedzić średniowieczną twierdzę, a po drugie zakosztować wspaniałej kuchni w restauracji Kaldrma. Jest jeszcze trzeci powód – niedaleko Starego Baru rośnie drzewo oliwne, które ma ponad 2000 lat.

Początki Baru pochodzą jeszcze z czasów iliryjskich. Pierwotna nazwa Baru – Antibaris oznaczała miejscowość położoną na przeciw włoskiego miasteczka Bari. Od IX wieku pojawiają się wzmianki o nim w historycznych dokumentach. W 1077 roku w Barze był koronowany pierwszy czarnogórski król – Mihailo Vojislavljevic. W XII wieku Stary Bar wszedł w skład serbskiego królestwa dynastii Nemanjiciów. Wtedy też rozpoczyna się okres największego rozwoju miasta i trwa do końca XIV wieku. Bar był autonomicznym miastem z własnym herbem, statutem oraz pieniądzem. W Barze mieściła się również archidiecezja. W XV wieku zostaje podbity przez Republikę Wenecką, a w 1571 rozpoczyna się okres panowania tureckiego nad miastem, który trwał kolejne 300 lat. W 1878 roku Bar oraz Ulcinj wszedł w skład Czarnogóry, która tym samym otrzymała dostęp do morza.

Większość zabytków Starego Baru pochodzi ze średniowiecza, jednak niestety nie przetrwały do naszych czasów. Mury miejskie, wieża zegarowa oraz akwedukt pochodzą z XVI wieku. Stary Bar znacznie ucierpiał w czasie trzęsienia ziemi w 1979 roku.

Nazwa Stari Bar zaczęła obowiązywać od 1908 roku kiedy Pristan – miejscowość położoną bezpośrednio nad morzem zaczęto nazywać Novi Bar. Obecnie Bar jest największym czarnogórskim portem oraz miastem nadmorskim. W czasach Byłej Jugosławii uważany był za najczystsze czarnogórskie miasto. Z Baru do Starego Baru można dostać się autobusem lub taksówką. Znaczna część drogi wiedzie przez uprawy oliwek, z których słynie ta okolica.

Powrót po latach

W Starym Barze mieszkałam z przerwami około 5 miesięcy w 2007 roku.  W 2016 roku postanowiłam pokazać Mamie moje czarnogórskie szlaki. Wcześniej byłam na sekundę w Starym Barze jakoś w roku 2012, jednak wtedy jeszcze dużo rzeczy było po staremu. Gdy wysiadłyśmy z autobusu w Barze pierwsze kroki skierowałam na promenadę nadmorską, na której spędzałam całe godziny po pracy siedząc i patrząc na wspaniałe góry kąpiące się w morzu. To miejsce było też szczególne dla mojej Mamy, bo pamietała kartkę od Taty, który pewnego Sylwestra spędzał w porcie w Barze i opisywał, jak w miejscowości o urokliwej nazwie Bar siedzi pijąc kawę i patrzy na góry skąpane w morzu, tak samo jak ja po kilku latach i tak jak wtedy my obie.

Bar, plaża

Po sentymentalnej kawie na wybrzeżu czas było pojechać do mojej bazy. Wysiadłyśmy na parkingu. Pierwsze zdziwienie – teraz jest tu deptak (i bogu dzięki), a gdy ja mieszkałam przez Stary Bar prowadziła droga. Gdy auta jechały uskakiwało się sprytnie na boki, a jechały dość szybko, by nie zatrzymać się w połowie góry. Szłyśmy dalej, na pozór wszystko po staremu, a jednak wszystko inaczej. Nie ma już mojej agencji turystycznej, nie ma już ciotki, u której mieszkałam, nie ma kawiarni, w której siedzą tylko mężczyźni. Jest za to pełno ślicznych urokliwych knajpek, mnóstwo pamiątek i dużo więcej turystów.

Stary Bar uliczka

Kaldrma

Po wizycie w twierdzy usiadłyśmy w Kaldrmie – mojej ulubionej restauracji. O ich daniach latami opowiadałam Mamie. Koniecznie musicie spróbować tam jagnięciny i wegetariańskiego talerza. Gołąbki z liści winogron, bakłażan i inne smakołyki. Na długo nie zapomnicie tego smaku. A po wszystkim turecka kawa i baklawa.

Przyglądałam się pracy kelnera, którego dobrze pamiętałam. Choć on wtedy wydawał mi się dużo starszy, a podkochiwałam się w jego bracie Aliji. I wcinałam jedzenie pyszne jak wtedy, prawie 10 lat temu i z chwili na chwilę stawałam się coraz bardziej smutna. Wtedy byłam częścią tego miejsca, czułam się tu u siebie, ale niestety byłam teraz tylko anonimowym turystą. Setki razy miałam ochotę rzucić: nie pamiętasz mnie? Gdzie Djona? Gdzie agencja antibaris? Ale milczałam, zrezygnowana. Weszłam do środka zamiast zadać setki pytań, które miałam w głowie spytałam tylko o toaletę. Odwróciłam się i wtedy usłyszałam: Ty tu byłaś już wcześniej? Pracowałaś tu? Miałam ochotę rzucić mu się na szyję z radości. Poznano mnie 🙂

Historie urwane

A jak było wtedy gdy gdy tam mieszkałam? Stary Bar tętnił życiem mieszkańców. Turystyka dopiero tu docierała. Nie było jak teraz tylu sklepów z pamiątkami, był rozstawiany, jak się okazało pod koniec lata nielegalnie, stojak Pipo, który sprzedawał cudne wyroby z drzewa oliwnego, była nasza agencja antibaris gdzie oprócz wycieczek po całej Czarnogórze, do Dubrownika i Albani sprzedawaliśmy czerwone wino i rakiję, i mieliśmy całkiem sporą ofertę działek w Czarnogórze. Temu winu dzielnie pomagałam znikać przez całe lato 😉

Ostatnie powtórki, przed egzaminem w Kotorze na przewodnika

Tetka

Ale od początku. Pierwszy raz do Baru przyjechałam w lutym 2007 roku. Droga trwała całe wieki. Najpierw pociąg do Katowic, potem autobus do Belgradu, a dalej pociąg do Baru. Nocnej drogi pociągiem nigdy nie zapomnę. Jechałam z Cyganem z Bośni i serbskim żołnierzem. Oboje jak usłyszeli gdzie jadę to pokiwali głowami z dezaprobatą. Cygan zostawił mi numer telefonu, mówiąc, że jak już odbiorą mi paszport, to on przez góry i Rosję przerzuci mnie z powrotem do Polski, żebym się nie martwiła. Serbski żołnierz ostrzegał, że Czarnogórcy to straszny naród, żebym naprawdę na siebie uważała. Wysiedli w Niksziću, a ja zostałam sama i ledwo żywa z wielkim pytaniem w głowie: Co ja robię? Wysiadłam w Barze, wsiadam do auta i pojechałam z moim przyszłym szefem w góry, hen do Starego Baru. Zatrzymaliśmy się pod drzwiami jakiegoś domu. Dochodziła 1 w nocy. Będziesz spała u Tetki (ciotki). Po dobrych paru minutach pukania w drzwiach pojawiła się niska, stara kobieta o aparycji czarownicy, z lekkim zezem i wściekłością w oczach. To jest Marija, będzie spała u Ciebie. Tetka wzruszyła ramionami i otworzyła szerzej drzwi. Pokazała mi wąskie schody na górę – tam jest Twój pokój, a tu łazienka. Wdrapałam się z walizką do pokoju z zepsutym zamkiem. Usiadłam na łożku i zaczęłam się zastanawiać czy dożyję poranka i czy ona mnie nie zje. Zeszłam do łazienki. Takiego syfu nie widziałam jak żyję. Byłam po jakiś 30 godzinach podróży i marzyłam tylko o kąpieli. Znalazłam jakieś proszki, umyłam czarownicy łazienkę, potem umyłam siebie i z duszą na ramieniu poszłam spać.

Widok z mojego okna

Całe lato mieszkałam u Tetki, okazało się, że z czarownicą nie ma za dużo wspólnego – głównie wygląd. Tetka jak okazało się, że nie chodzę na imprezy, jestem normalna i ułożona stała się do rany przyłóż. W łazience panował porządek, a ona parzyła mi co rano pyszną kawę po turecku i częstowała papierosami dla gości. Średnio raz w miesiącu oświadczała mi, że bardzo mnie lubi, ale jutro mnie wyrzuca, bo Djona jej nie płaci za mój nocleg i tak sobie spędziłyśmy całe lato i początek jesieni.

Pod koniec lata siostra Tetki zachorowała, wtedy w tym domu spałam sama. Ponieważ drzwi wejściowe można było otworzyć mocniejszym szarpnięciem , albo wejść przez niedomykające się okno, a u mnie zamek nigdy się nie naprawił czasem zdarzało mi się spać na ziemi pomiędzy łóżkiem, a drzwiami do pokoju, bo wydawało mi się, że ktoś łazi na dole. I w ten sposób blokowałam drzwi od pokoju.

Tetka już nie żyje, w jej domu jest obecnie galeria.

Żmije, skorpiony i inne skolopendry

Tam gdzie teraz jest deptak przechodziła ulica. Szło się nią hen wyżej, aż do domów Tiny, Almy i mojego szefa. Gdy wracałam nocą drżałam, aby nie spotkać watachy bezdomnych psów, gdy szłam nią w dzień stawałam nieporadnie gdy spotykałam stado kóz. Czasem z Almą szłyśmy na zbocza gór i siedziałyśmy rozmawiając i patrząc na światła w dole. W trawach trzeba było uważać na żmije.

Nie zapomnę gdy wpadłam do biura jak oparzona wołając, że trzeba wezwać straż pożarną, bo w moim pokoju jest gniazdo os. Djona uśmiechnął się i krzyknął: To wspaniale! One przynoszą pieniądze! Tylko po co Ci straż pożarna? I tak spędziłam całe lato w symbiozie z osami. Gdy ja pracowałam one buszowały, gdy wracałam już spały. Spotykałyśmy się tylko gdy miałam wolny weekend i obserwowałam jak powoli wylatują z niezabezpieczonej puszki kontaktu, albo do niej wlatują.

Innym razem zadzwoniłam przerażona: Djona, wracaj szybko do biura w toalecie są skorpiony!! Djona ze stoickim spokojem odpowiedział: Jutro, jutro, teraz zamknij drzwi.

Kiedy indziej założyłam sukienkę i nagle poczułam coś twardego. Jakis pajęczak utkał tam twarde gniazdo. O jakże szybko ją zdejmowałam. Kiedy indziej obudziłam się, zerknęłam na okno a tam siedział skorpion, zerknęłam na podłogę, a tam wielka skolopendra. Nie macie pojęcia jak trudno utłuc skolopendrę.

Ludzie

W Starym Barze mieszkali Bośniacy,  Albańczycy, Cyganie, Czarnogórcy. Katolicy, Prawosławni i Muzułmanie. Siadali czasem w Kaldrmie wieczorami i naśmiewali się z siebie wzajemnie. Muezin śmiał się popijając czaj, że to straszne, że taki katolicki ksiądz nie ma żony, że jego żona i dzieci to najcudowniejsze istoty pod słońcem. A współbiesiadnicy popijając zimne piwo życzyli mu zdrowia. Dzwoniły dzwony w kościołach, muezin nawoływał do modlitwy. Płaczki rozdzierającym lamentem oznajmiały śmierć siostry Tetki. Gdy ktoś pojawiał się na parkingu na dole wieść o nim pięła się w górę podawana z ust do ust. Wszyscy wszystko widzieli, wiedzieli. Nie można było odetchnąć w samotności. Marija ty znowu siedzisz na słońcu – chodź do nas do cienia.

Policja turystyczna

Na przeciwko naszego biura Pipo miał solidny, drewniany stragan, na którym sprzedawał wyroby z drzewa oliwnego. Nagle niesiona szeptem dziesiątek ust pojawiła się wiadomość, że na parkingu zlądowała policja turystyczna i sprawdzają licencje na sprzedawanie pamiątek. Pipo zniknął się jak kamfora, zostawiając stragan. Obserwowałam dwóch zziajanych urzędników, którzy wspinali się wąska uliczką. Podeszli do straganu. Stoją, czekają, węszą. Wreszcie zaczęli pytać mieszkańców, którzy jak gdyby nigdy nic siedzieli, pipijali kawę i przyglądali się ze spokojem, nieco leniwie urzędnikom. Rozmowy ze wszystkimi wyglądały mniej więcej tak:

– Szukamy właściciela straganu.
– Jakiego straganu?
– No tego.
– Którego?
– No tego tu.
– A tego..
– Znacie go?
– Nie, pierwszy raz widzimy ten stragan.

Po chwili mieszkańcy zaczęli pytać się nawzajem czy ktoś wcześniej widział ten stragan. I kręcili zdziwieni głowami, że jak to tak nagle wyrósł tu taki duży stragan. Po kilkudziesięciu minutach poszukiwań policja turystyczna odjechała niepocieszona i już do końca lata nigdy więcej się nie pojawiła, a Pipo w spokoju sprzedawał swoje wyroby z drzewa oliwnego.

Casino Royale – czyli będzie Pan zadowolony

Dostałam kiedyś pod swe skrzydła VIP grupę z Polski. Mały problem tkwił w tym, że plan ich wycieczki układał ktoś z ułańską fantazją nie mający pojęcia o odległościach i realiach. Niefrasobliwość była tak dalece posunięta, że głównym punktem wycieczki grupy była wizyta w kasynie, które nigdy nie istniało …. W Casino Royale na wyspie Sveti Stefan. No i oczywiście zostałam ja contra grupa. Program możliwy contra ich program. To był niesamowicie ciekawy tydzień. Wszystko co mogło iść źle to szło.

Zamiast nieistniejącego kasyna postanowiłam ich zabrać do kasyna w Budwie. Grupa, która okazała się zbiorem niesłychanie miłych i wyrozumiałych ludzi spytała tylko mnie – proszę nam powiedzieć, bo my już nie wiemy, czy mamy się ubrać jak do kasyna, czy będziemy wyglądali jak idioci. Wydzwaniam, pytam, sprawdzam wszyscy potwierdzają strój oficjalny. No i jedziemy – cały autokar w garniturach, sukniach. Wchodzimy do kasyna i oto stoi armia ubrana jak szczury na otwarcie kanału i smętni goście kasyna w swetrach i szortach…..

Umiejętność ratowania sytuacji w ciagu tego tygodnia opanowałam do perfekcji. Wyciągnęłam z podziemi dyrektora kasyna albo kogoś kto dla świętego spokoju podał się za niego,  który na zakończenie wizyty pojawił się wśród moich gości i z poważną miną powiedział, że chce podziękować tak wspaniałym gościom, którzy wiedzą jak się zachować i ubrać, a nie jak ta hołota tu i w dowód uznania ma dla nich na pamiątkę żetony z kasyna. Wracałam z całym autokarem uhahanych gości popijających Martini przez całą drogę.

Celnik

Po całym lecie spędzonym w Czarnogórze aby zapiąć walizkę musiałam na niej usadzić Tinę z Almą a i tak ciężko było zmusić zamek do posłuszeństwa. Siedziałam zdenerwowana czy oni napewno odwiozą mnie na dobrą godzinę do Podgoricy i czy się nie spóźnię na samolot do Warszawy. Pędziliśmy jak przez całe lato po czarnogórskich drogach, ale tak wszystkich od rana zestresowałam byciem na czas, że byliśmy pół godziny przed czasem. Pożegnałam się ze wszystkimi, sprawdziłam czy w podręcznym nie mam dziwnych przedmiotów. W lutym próbowałam polecieć do Belgradu z nożem żeglarskim w torebeczce (to był mój pierwszy lot samolotem). A że był to nóż po Tacie zrobiłam wielkie larum i znaleziono mój bagaż rejestrowany i wsadziłam go tam gdzie powinien być. Tym razem wydawało się wszystko ok. Nadałam walizkę i czekałam. Po chwili usłyszałam swoje nazwisko z głosików. Co u licha? Idę na bok, a tam stoi celnik z moja walizką i mówi – proszę otworzyć. Zrobiłam wielkie oczy i już chciałam żegnać się z winem, rakią, koniakiem z Albani. Gdy postanowiłam to rozwiązać na blondynkę 😉 Z absolutnie poważną miną powiedziałam jednym tchem, że to nie jest możliwe, ponieważ jeśli każe mi to otworzyć, to walizka już się nie zapnie, bo zapinałam ją w trzy osoby, że studiowałam ich język, że kocham ten kraj, a moi znajomi jeszcze bardziej kochają ich najlepsze na świecie wino i rakię, nie wspominając o prszucie i ja chętnie jak na spowiedzi opowiem mu co jest w środku. Tylko niech mi nic nie zabiera. Celnik popatrzył na mnie jakby widział kosmitę. Podrapał się w głowę, wziął walizkę i ledwo unosząc jej ciężar przeniósł obok maszyny prześwietlającej i ustawił na końcowej taśmie. Pomachał mi i życzył szczęśliwej podróży.

Stary Bar – Informacje Praktyczne:

Stary Bar

Jeśli zainteresował Cię temat Czarnogóry zapraszam do innych tekstów o tym kraju.

Spodobał Ci się post? Zostaw po sobie ślad dając lajka, komentując lub udostępniając znajomym.

Zapraszam Cię też do polubienia mojego FP na Facebooku  oraz profilu na Instagramie, gdzie kilka razy w tygodniu pojawiają się zdjęcia z podróży. Nie chcesz przegapić nowych postów? Koniecznie zapisz się do Newslettera -> Zapisuję się teraz!

Exit mobile version