Angkor Wat, Kambodża

Angkor Wat czyli spełnienie marzeń.

Kompleks świątyń Angkor Wat znajduje się w okolicach miasta Siem Reap w Kambodży, zajmuje około 400 km². Od IX do XV wieku świadczył o potędze Angkoru – Państwa zamieszkanego przez Khmerów. W 1992 roku został wpisany na listę UNESCO.

Najważniejszą i jednocześnie najokazalszą świątynią jest świątynia Angkor Wat (tłum. świątynia miejska). Została zbudowana przez króla Surjawarmana II w XII wieku na cześć Boga Wisznu. Jest niesamowita pod kilkoma względami. Po pierwsze rozmach z jakim została wybudowana – wraz z otaczającą ją fosą zajmuje obszar 2 km², a jej najwyższa wieża, symbolizująca mityczną górę Meru, ma wysokość 65 metrów. Po drugie zdobienia – strzeliste wieże w kształcie pąków lotosu, wspaniałe płaskorzeźby mające długość około 700 metrów i wysokość 2m. Płaskorzeźby przedstawiają najważniejsze sceny z mitologii Hinduistycznej, sceny batalistyczne oraz jeden z najważniejszych mitów: bogowie (devas) i demony (asuras) ubijają morze mleka aby uzyskać eliksir nieśmiertelności. Niesamowita jest także myśl inżynieryjna i architektoniczna, która pozwoliła zbudować to arcydzieło. Świątynia została zbudowana na wodzie, na poduszce powietrznej, która pozwoliła jej nie rozpaść się podczas wahań poziomu wody w porze suchej i deszczowej. Do jej budowy użyto dwóch rodzajów kamienia – laterytu – odpornego na działania atmosferyczne oraz piaskowca lśniącego w słońcu i umożliwiającego piękne zdobienia. Angkor Wat zbudowano w zaledwie 35 lat. Aby uzmysłowić sobie jak wielkie to było przedsięwzięcie i poznać historię jego powstania warto obejrzeć film Architektoniczne kolosy starożytności.

Wschód Słońca nad Angkorem

To tyle teorii 😉 Angkor Wat odwiedziłam pod koniec października zeszłego roku. Był to tak naprawdę drugi dzień w Kambodży. Pierwszy dzień to Kambodża podziwiana z okien autobusu na trasie od granicy do Siem Reap. Wieczorem w Siem Reap załapałam się tylko na „Khmerską Kolację”. Coś makabrycznego. Trzymajcie się z dala od takich atrakcji. Wielka sala z bufetem serwującym lokalne, khmerskie jedzenie plus pokaz khmerskich tańców. Jedzenie całkiem ok, choć w Siem Reap znajdziecie lepsze 😉 pokaz też ładny, ale ogólne wrażenie smutne. Po pierwsze ta wielka, ogromna, klimatyzowana sala z rzędami stołów na dzień dobry nie robi najlepszego wrażenia. Po drugie nieciekawe wrażenie zostawili Azjaci, którzy po zjedzeniu tłumnie opuszczali salę w trakcie występów. Z tłumu ludzi, została garstka.

Nic odkrywczego nie napisze, mówiąc, że świątynię Angkor Wat trzeba zobaczyć o wschodzie Słońca. Oczywiście na ten sam pomysł wpada setka innych turystów i jest dość tłoczno ale widok wart jest pobudki w środku nocy i tłoku.

Angkor praktycznie

Do kompleksu świątyń obowiązują bilety, najbardziej opłacalny 3-dniowy kosztuje 40 dolarów. Bilet zawiera nadrukowane zdjęcie posiadacza. Gdyby nie mina i jakieś dziwne proporcje twarzy na zdjęciu można by stwierdzić, że stanowi to fajną pamiątkę. Chociaż wspominając zdjęcia paszportowe sprzed kilku lat – te czarno białe, nie marudzę. Tam wyglądałam jak kilkudniowy denat wyciągnięty z wody. Przed wyjazdem do Azji na wszelki wypadek wyrobiłam nowy paszport 😉

Po obejrzeniu wschodu słońca gdy cały tłum ruszył zwiedzać (świątynie czynne są od 5:30 do 17:30) dobrze się wycofać na śniadanie i zacząć zwiedzanie od np. Ta Phrom. Tym sposobem przynajmniej część tłumu jest daleko. Do Angkor Wat wróciliśmy pod koniec dnia.

Nie udało nam się zwiedzić całej świątyni – na najwyższą kondygnację nie było wstępu dla turystów z powodu ważnego buddyjskiego święta. Świątynia została zbudowana na cześć boga hinduistycznego, ale z czasem, gdy w Kambodży zaczął dominować buddyzm, stała się świątynią buddyjską. Płaskorzeźby rzeczywiście robią ogromne wrażenie. To niewiarygodne z jaką dokładnością oddane są szczegóły. Wielkie bloki piaskowca są z sobą tak dokładnie połączone, że miejsca łączeń na pierwszy rzut oka pozostają niewidoczne. W świątyni znajduje się punkt, który wg. Khmerów stanowił centrum świata.

Dla mnie Angkor pozostanie świątynią cudnego wschodu słońca i spełnionego marzenia o zrobieniu zdjęcia buddyjskim mnichom w ich przecudnych szatach, tak niesamowicie kontrastujących z surową barwą kamienia.

A na zakończenie dnia wspaniałe mango jedzone z widokiem na Angkor Wat i Słońce, które powoli szykowało się do snu. Smak mango i ananasów w Azji jest nieporównywalny ze smakiem jaki znamy z naszego kraju.

Jeśli zainteresował Cię temat Kambodży – zapraszam do innych tekstów o tym kraju.

Spodobał Ci się post? Zostaw po sobie ślad dając lajka lub komentując. Nie przegap następnego wpisu śledząc Okiem Maleny na Facebooku. Do zobaczenia.

7 komentarzy

    1. dziękuję 🙂 ze zdjęciami jest ten problem, że jedno krzyczą za mało, a inni, że galimatias bo za dużo. Trudno złapac złoty środek 😉

Dodaj komentarz