Home Azja Pucz wojskowy w Birmie – wywiad z Michałem Lubiną cz. I

Pucz wojskowy w Birmie – wywiad z Michałem Lubiną cz. I

by Magdalena Krychowska
17 komentarzy

Mjanma od 1 lutego pogrąża się w coraz większym chaosie

Zapraszam do wysłuchania rozmowy z dr hab. Michałem Lubiną – jeśli jednak wolisz wersję do poczytania to proszę bardzo. Nawet jeśli chcesz skupić się tylko na słuchowisku – zerknij proszę na zdjęcia.

Dziś moim gościem jest dr hab. Michał Lubina, adiunkt w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, znawca Mjanmy, autor 8 książek – między innymi biografii Aung San Suu Kyi – Pani Birmy; historii Mjanmy: Birma. Historia państw świata w XX i XXI w. (książka udostępniona za darmo), książki o konflikcie etnicznym (również w wolnym dostępie) oraz o Rohingya. – kim są prześladowani muzułmanie Birmy. 

W Birmie 1 lutego 2021 doszło do wojskowego puczu, w wyniku którego armia ponownie przejęła władzę w kraju. Od dwóch miesięcy Mjanma jest pogrążona w chaosie, a mieszkańcy starają się walczyć o swój kraj i wolność. 

Mjanma to jeden z najlepiej wspominanych przeze mnie krajów. I wcale nie dlatego, że jestem współautorką przewodnika po niej ;-). Pokochałam ten kraj za jego historię; cudownych, otwartych ludzi; piękne zabytki. Nawet ustawiczne perturbacje żołądkowe na północy nie sprawiły, że miałam go dosyć. Mjanma mnie fascynowała, urzekała, czarowała. Wschody i zachody słońca, smak soku z ananasa, podły smak ichniego curry, setki zdjęć z lokalsami – czasem chciałam być niewidoczna, tysiące pagód i kilometry zakrętów przejechanych w ciasnych, śmierdzących autobusach z kierowcami wariatami, drewniane klasztory jak arcydzieła sztuki, duszący pył i palące słońce i uśmiechy na twarzach wysmarowanych tanaką. 

Sagaing Okiem Maleny Birma

Podróżując po Mjanmie wielokrotnie miałam łzy w oczach. Możecie o tym poczytać u mnie na blogu w tekstach o tym kraju. Birma po II WŚ była krajem, który miał potencjał, aby stać się najlepiej rozwiniętym krajem regionu. Miał wszystko – wykształconych, na zachodnich uczelniach, ludzi, zasoby naturalne i kapitał. Nie miał jednego – zgody wśród rządzących – ten chaos wykorzystał generał Ne Win, który zdobył władzę i zamknął Birmę przez światem, budując chorą wizję birmańskiej drogi do socjalizmu. Znając historię Birmy i widząc tę straszną biedę oraz kraj, który przypomina skansen nie sposób nie mieć setek gorzkich myśli. 

Znając historię Birmy tym bardziej przeraża obecny przewrót i powrót do-czarnych kart historii. O prognozach i historii tego zakątka świata rozmawiam dziś z ekspertem od spraw Birmy dr hab. Michałem Lubiną. Zapraszamy do czytania. 

Złota ziemia roni łzy

MMK: Dzień dobry, dziękuję za poświęcenie czasu i zgodę wywiad. 

ML: Dziękuję również za zaproszenie.

MMK: Złota ziemia znowu roni gorzkie łzy – tak możemy rozpocząć rozmowę, parafrazując tytuł książki prof. Góralczyka. Czy pucz przeprowadzony przez birmańską armię Tatmadaw można było przewidzieć i go uniknąć? 

ML: Myślę, że profesor Góralczyk bardzo by się ucieszył, że zaczynamy od nawiązania do jego książki, której to drugie wydanie właśnie zostało wydane

MMK: Tak, tak właśnie widziałam to. 

ML: To jest znakomity timing. Tak, spina to klamrą: książka profesora Góralczyka została wydana w ostatnim momencie dyktatury wojskowej w 2010. Drugie wydanie zostaje wydane akurat teraz kiedy znowu mamy mroczny but generalski – także niesamowita klamra.

Profesor Góralczyk używa tam indyjskiego podejścia Kala yuga, czyli okres mroczny. To rzeczywiście wpisuje się tutaj idealnie: pierwszy raz wydana w mrocznym okresie, a drugie wydanie, kiedy ten mroczny powrócił – to jest rzeczywiście bardzo aktualne. Ten tytuł jest niezwykle  aktualny, bardziej już nie może być aktualny. Złota ziemia niestety ponownie roni łzy, już trochę te poprzednie łzy wyschły, ale niestety pojawiły się nowe i mamy co mamy.

MMK: Czy pucz był do uniknięcia?

ML: Gdyby się wsłuchać w szefa junty generała Min Aung Hlainga to był nieunikniony. Natomiast oczywiście to nieprawda – pucz był do uniknięcia, ale niestety obie strony konfliktu politycznego w Birmie, czyli armia i NLD nie były w stanie się porozumieć i w efekcie doszło do puczu. Ten pucz był bardziej nieoczekiwany dlatego, że wydawało się, że armia ma zabezpieczoną swoją pozycję polityczną, że ma swoje trzy ministerstwa, mniejszość blokującą konstytucję i kilka innych nieformalnych rzeczy, ale mimo wszystko zdecydowała się na zamach stanu. 

birmańska polityka ma w sobie tę cechę, że zwycięzca bierze wszystko

To w dużej mierze dlatego, że birmańska polityka ma w sobie tę cechę, że zwycięzca bierze wszystko. Tam jest bardzo słabo rozwinięta umiejętność kompromisów i, żeby była jasność, trochę jak w polskiej polityce, żeby nie posądzano mnie tu o jakąś formę orientalizmu. Ja bardzo dużo wad z polityki birmańskiej widzę też w polityce polskiej – z tą różnicą, że nie mamy tutaj 20 partyzantek operujących na terenie kraju i nie mamy tutaj ponad 100 mniejszości etnicznych. Birma to jest tak naprawdę taka II RP do kwadratu pod względem różnorodności, problemów społecznych, etnicznych itd., ale pod względem kultury politycznej jest trochę podobnie do III RP. Taka nieumiejętność kompromisów – akurat w birmańskim podglebiu to się bardzo silnie wiąże z buddyzmem. W buddyzmie zasadniczo jest tylko jedna prawdziwa nauka i jest to buddyzm – historycznie nie było w tradycji birmańskiej miejsca dla opozycji dlatego, że opozycja była traktowana jako ludzie źle myślący w sensie buddyjskim, nie mający racji, sprzeciwiający się prawdzie buddyjskiej i to powodowało, że tak na dobrą sprawę nie było pojęcia lojalnej opozycji. Albo jest się w opozycji, albo jest się lojalnym, albo jesteś ze mną, albo przeciwko. 

Photo by Gayatri Malhotra on Unsplash

Na to nakłada się jeszcze jeden element – bardzo silnie spersonalizowana polityka birmańska. Nie ma pojęcia instytucjonalnego, wszystko jest bardzo osobiste: relacje patron – klient, które oplatają cały kraj i całe życie społeczne od najważniejszych osób w państwie po najszersze kręgi społeczeństwa. To powoduje, że gdy mamy konflikt osobisty, to instytucje są w to wprzęgnięte. Tu mieliśmy do czynienia z konfliktem osobistym pomiędzy Min Aung Hlaingem, czyli głównodowodzącym armii, a Aung San Suu Kyi, czyli przywódczynią cywilną i niestety to pociągnęło za sobą konsekwencję. Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz: w takiej spersonalizowanej polityce elementy, które w krajach o bardziej rozwiniętej kulturze instytucjonalnej są hamowane przez różnego rodzaju mechanizmy, tutaj są bardzo silne. Na przykład strach – bardzo ważny element. Strach z jednej strony właśnie oto, że Aung San Suu Kyi się teraz za nich weźmie. To było bardzo istotne – generałowie uważali, że jak nie zatrzymają tego zwycięskiego pochodu Aung San Suu Kyi po wyborach w listopadzie 2020 roku to ona zacznie ich teraz odsuwać od władzy. Oni pohukiwali, że były fałszerstwa i w efekcie poszli na zwarcie i w tym zwarciu wygrali. Ale przy okazji doprowadzili do potężnego kryzysu, do tego, że mamy de facto powstanie ludowe przeciwko nim. W efekcie wszyscy przegrali: to miejscowa birmańska wersja tragedii władzy: wszyscy przegrali, przywódcy przegrali, ludzie przegrali, kraj przegrał. Teraz można tylko ograniczać szkody jakie z tego wynikają. 

Zamach był do uniknięcia, wystarczyło, żeby chociaż ze sobą rozmawiali. Dość powiedzieć, że kiedy w 2013 roku obserwowałem rozmowy Aung San Suu Kyi z czołowymi polskimi politykami to była taka fajna wymiana zdań – Aung San Suu Kyi tłumaczyła uwarunkowania polityki birmańskiej i jeden z polityków się dystansował, mówił: nie, to już jest sfera psychologii. Aung San Suu Kyi mu przerwała i powiedziała:

psychologia jest wszystkim, to ona decyduje o tym jak się robi politykę.

Ja myślę, że to jest bardzo mądre zdanie przynajmniej, jeśli chodzi o politykę birmańską. Tak naprawdę wiele z tych rzeczy, do których tam doszło to były kwestie animozji osobistych, ambicji, urazów, lęków, strachów itd. I takie są konsekwencje spersonalizowanej polityki – później te konflikty osobiste między elitami rozlewają się i wciągają cały kraj, sprawiają, że kraj stoi nad przepaścią. 

MMK: Tak, to prawda. Ja się chciałam odnieść do początku Twojej wypowiedzi o wznowieniu książki profesora Góralczyka –bardzo się z tego faktu cieszę. Pamiętam, gdy próbowałam ją przeczytać to było niesamowicie ciężkie, gdyż ona jest tylko w jednej bibliotece w Gdańsku i nie było żadnej możliwości, żeby ją gdziekolwiek kupić. Także bardzo mnie cieszy, bo chętnie będę miała taki egzemplarz u siebie w domu.

ML: Tak, ona jest jeszcze uzupełniona o taki przekrojowy rozdział o transformacji birmańskiej, o tych 10 latach. A ta poprzednia książka była wydana w takim bardzo specyficznym wydawnictwie, które stawiało bardziej na jakość w takim sensie, że strona graficzna była bardziej dopracowana natomiast gorzej było ze sferą ilości i marketingową. Odnoszę wrażenie, że teraz z wydawnictwem Dialog, jeśli chodzi o sferę ilości powinno być dużo lepiej. 

mamy do czynienia z takim przekonaniem, że demokracja tylko generuje problemy, tylko powiększa problemy społeczne i tak naprawdę zagraża stabilności

MMK: To bardzo dobrze. Proszę mi powiedzieć, czy widzisz jakieś podobieństwa pomiędzy tym, co się stało pierwszego lutego – czyli puczem wojskowym, a wydarzeniami z roku 1962, czyli pierwszym puczem wojskowym, który został przeprowadzony przez generała Ne Wina?

ML: Jak najbardziej widzę, dlatego, że w obu przypadkach mamy do czynienia z sytuacją, w której głównodowodzący armii dochodzi do wniosku, że system polityczny, czyli demokracja w szerszym ujęciu jest zagrożeniem dla kraju, że wynik wyborczy jest zagrożeniem dla kraju. 

Tak pro forma to generał Ne Win dwa razy dokonał zamachu stanu, bo pierwszy raz był w 1958 roku: zrobił to tak w białych rękawiczkach, formalnie to było za zgodą premiera itd., tak dżentelmeńsko. Zaś w 1962 już nie było dżentelmeńsko, już było po bandzie. Natomiast w obu przypadkach i w 1962, i obecnie mamy do czynienia z takim przekonaniem wojskowych, że demokracja tylko generuje problemy polityczne, tylko powiększa problemy społeczne i tak naprawdę zagraża stabilności

Ja wiem, że to co teraz mówię to w ogóle brzmi jak z jakiegoś podręcznika autokraty, natomiast w birmańskich warunkach – nie, żebym to popierał, bo nie popieram tego i w obu przypadkach zamachy stanu doprowadziły do ruiny i w 62 i obecnie (może obecnie nie będzie aż tak źle, choć na razie jest fatalnie) – natomiast to nie było całkowicie bezpodstawne hasło, tzn. nie to, że wojskowa dyktatura to jakaś lepsza alternatywa, bo to jest gorsza alternatywa. Natomiast rzeczywiście w birmańskich warunkach, gdzie zwycięzca bierze wszystko, gdzie nie ma w ogóle tradycji dzielenia się, jakiś porozumień to rzeczywiście wybory tylko i wyłącznie napędzają konflikty; system wyborczy temu zresztą sprzyja. 

W Birmie mają po brytyjski system JOW-ów, a JOW-y ze swojej natury premiują duże partie – i teraz jak połączymy JOW-y razem z krajem wieloetnicznym, gdzie Birmańczycy stanowią 66 – 67%, a mniejszości resztę, to powoduje, że partie birmańskie nie dostają 60 – 70%, bo tyle by normalnie dostały w proporcjonalnym systemie tylko ok. 80 %. A to tylko pogłębia te problemy. Plus na to jeszcze się nakłada przekonanie, że albo jest się panem wszechświata albo nikim, bo takie jest mniej więcej podejście polityczne w Birmie. To powoduje postawę, że zwycięstwa może być tylko jeden. I nie ma w ogóle porozumień. 

Wtedy w 1962 było o tyle podobnie, że wtedy był bardzo popularny premier Nu, bardziej na świecie znany jako U Nu, czyli dosłownie „Wuj” Nu, choć po polsku to raczej brzmiałoby Pan Nu (U to przedrostek honorowy, dosłownie Wuj, a metaforycznie: Pan). U Nu był niesamowicie popularny, jak Aung San Suu Kyi teraz, i armia uznała, że to nie sprzyja stabilności kraju. Armia – uważała, że to ona jest gwarantką stabilnością. I bez niej Birma się rozpadnie. Nie ważne czy to ma wiele wspólnego z rzeczywistością, bo raczej nie, natomiast ważne jest, że oni tak myślą i, ponieważ oni tak myślą, to to ich popycha do takich działań jak zamachy stanu. Właśnie na tym podglebiu kulturowym takie narzucenie dość sztucznych wzorców demokratycznych doprowadziło do bardzo antagonistycznej kultury wyborczej, a to z kolei powoduje to, że później przegrani w wyborach, a dwukrotnie to partie armijne przegrywały te wybory, nie widzą możliwości powrotu do władzy drogą parlamentarną, tylko po prostu kopią w stolik, wywracają system, robią to po swojemu, dokonują zamachów stanu. Na tym polega ta słabość, że nie ma pewnego konsensusu, że przestrzegamy reguł. Nie, po prostu armia uważa, że te reguły są niesprawiedliwe i premiują nieuczciwych polityków, którzy zgarniają poparcie społeczne. 

To generalnie pokazuje pewną trudność w przeszczepianiu wzorców demokracji westminsterskiej na tym podglebiu, trudność potęguje jeszcze to, że Brytyjczycy byli w Birmie okupantami, więc siłą rzeczy nie ma jakiegoś głębokiego przywiązania do tego, co oni zostawili – nawet jeżeli to było dobre.

Podsumowując najbardziej widzę tutaj podobieństwa z 1962. w tym sensie, że armia traktuje proces wyborczy jako sprzyjający niestabilności, a w birmańskim rozumieniu władzy najważniejszą funkcją każdego rządzącego jest utrzymanie porządku, stabilności. To jest podstawowy imperatyw. 

kolonializmy de facto były tym czym dla nas były zabory

MMK: Oczywiście jeżeli chodzi o kolonializm brytyjski to można powiedzieć, że jeżeli miałoby się już być czyjąś kolonią to jednak ten brytyjski system był chyba najlepszy. Zawsze mi się przypomina to co mówią Indonezyjczycy, którzy byli pod holenderską kolonią, która była nastawiona tylko i wyłącznie na zabieranie dóbr z Indonezji, a nie na rozwój kraju, że żałują, że nie byli brytyjską kolonią, bo przynajmniej dostaliby jakieś struktury władzy. A tak no niestety jedynie czerpało się dobra z kraju, przyprawy et cetera et cetera i i nic nie zyskali. 

ML: Dokładnie, natomiast rzeczywiście z tych wszystkich różnych paskudnych kolonializmów, bo kolonializmy de facto były tym czym dla nas były zabory…

MMK: oczywiście. 

ML: … brytyjski kolonializm był trochę jak zabór pruski w Polsce. Ale też pamiętajmy to, że zabór pruski Śląskowi, Wielkopolsce, Pomorzu przyniósł bardzo dużo dobrych rzeczy, choć jednocześnie był wynarodowianiem. 

Podobnie było w Birmie tylko tam wynarodowiali głównie Indusi, którzy migrowali z pełnym poparciem brytyjskim. Jeśli spojrzeć na to chłodno to kolonializm brytyjski nie był taki zły dla Birmy, rzeczywiście holenderski był dużo gorszy dla Indonezji. Holendrzy tylko grabili ten kraj nic nie zostawiali. Pamiętam, że była taka anegdota: ile linii kolejowej zbudowali Holendrzy? I to było kilkanaście km w całym kraju, natomiast Brytyjczycy sporo zostawili – w całym kraju jest mnóstwo linii kolejowych, mamy administrację, mamy sądy, jest szkolnictwo wyższe. Ale jednocześnie jest bardzo silny element emocjonalny – wynarodowianie, buta Brytyjczyków, rasizm.

Myślę, że w Polsce nie do końca chyba rozumiemy na przykład ruch Black Lives matter, ponieważ nigdy nie mieliśmy do czynienia z takim rasizmem. A mieszkańcy kolonii mieli. Z tym przeraźliwym, okropnym rasizmem Brytyjczyków – zresztą nie tylko Brytyjczyków, bo również Francuzów (w innych częściach Azji i świata). I dlatego to odreagowanie kolonializmu jest bardzo silne emocjonalne. Dlatego to porównanie z Prusami wydaje mi się bardzo adekwatne – przy założeniu, że każde porównanie jest obarczone pewnym błędem. 

powrót do pół izolacji wydaje mi się prawdopodobny

MMK: Tak, rzeczywiście wydaje się adekwatne, A tak się zastanawiam się czy to co się stało w Birmie.. inaczej czy jest możliwość powtórki z tego, co wprowadził generał Ne Win, czyli skazanie Birmy na totalną izolację? Jak my wiemy, ale być może nie nasi czytelnicy, generał Ne Win wyrzucił obcy kapitał, pozamykał uczelnie, stworzył tzw. birmańską drogę do socjalizmu, czyli uważał, że szczęście ludzi jest w życiu klasycznym, takim jak ich pradziadowie. Czy w tych czasach już to, miejmy nadzieję, Birmie nie grozi, czy też są pewne zapędy armii i Min Aung Hlaing, żeby jednak stworzyć taki wyizolowany kraj, gdzie będą mieli własne poletko i tyle? 

ML: Myślę, że są takie zapędy, natomiast uważam, że nie będzie aż tak źle jak w czasach Ne Wina, bo w dzisiejszym czasie byłoby to trudniejsze do przeprowadzenia. Koszty byłyby znacznie większe – również dla elit a im się to po prostu nie opłaca. Mnie się wydaje, że dużo bardziej prawdopodobnym jest powrót do takiej pół izolacji w jakiej była Birma między 1988 a 2011rokiem. 

To wyglądało tak, że Birma była mocno odcięta od świata zglobalizowanego, anglosaskiego czy zachodniego. W tym sensie, że była poddana sankcjom, że było mało firm zachodnich. Że mało było produktów globalnych – nie było Pepsi lub Coca Coli, nie było marek globalnych. Natomiast jak najbardziej były marki azjatyckie – znaczy był kontakt z Azją: z Tajlandią, Malezją, Singapurem, Indiami. No i tak izolacja, była oczywiście przykra dla Birmańczyków natomiast to nie było tak, że to była Korea Północna, że oni byli całkiem odcięci. To już nie była też Birma Ne Wina kiedy kraj był niemal szczelnie odcięty od świata i tak naprawdę to był Albanią Azji czy taż pustelniczym królestwem, jak to się bardziej elegancko nazywało.  

Także wydaje mi się, że przy dzisiejszym zglobalizowanym świecie, a dokładniej przy dzisiejszym poziomie zglobalizowania świata, bo przecież globalizacja nie jest fenomenem współczesnym (zawsze była obecna tylko na różnych fazach i poziomach), przy obecnym dużym zglobalizowaniu nie wydaje mi się to możliwe. Chociażby ze względu na internet, natomiast powrót do pół izolacji wydaje mi się prawdopodobny. 

Chińczycy rozmawiają z tymi, którzy są u władzy, a nie z tymi, których bardzo lubią

MMK: W jednym z wywiadów wspominałeś, że tak naprawdę ambicje generałów umacniają pozycję Chin w Mjanmie. I tak się zastanawiam jakich korzyści upatrują Chiny w obecnej sytuacji i czy na przykład jest jakiś cień nadziei, że jednak opowiedzą się za narodową ligą? 

ML: Z Chinami jest sprawa skomplikowana dlatego, że Chinom się ten zamach stanu nie podoba, a jego konsekwencje jeszcze mniej. Dlatego, że Chiny nie lubią niestabilności, szczególnie nie lubią niestabilności w krajach, w których mają ropociągi, gazociągi, które są dla nich ważne z tego, czy innego powodu. Chińczycy dobrze zdają sobie sprawę z tego, że ten chaos to jest wina generałów, to przez nich to się stało, więc Chinom ten zamach stanu jest nie w smak. To bez dwóch zdań. 

Natomiast Chińczycy mają dwa główne cele w Birmie i te dwa cele są bardzo czytelne. Po pierwsze, chcą, żeby było stabilnie. Po drugie, żeby nie było w Birmie Zachodu. I o ile ten  pierwszy cel deklarują wprost, o tyle ten drugi niekoniecznie, jednak jest on dość jasny. Chińczycy uważają, że to generałowie doprowadzili do tego bałaganu, chaosu, ale również, że tylko generałowie są w stanie ten bałagan posprzątać. Tylko oni są w stanie zaprowadzić stabilność. Z perspektywy Chin (ale i z perspektywy wielu innych krajów azjatyckich, które ją podzielają, choć nie mówią tego wprost) alternatywą dla despotii generałów jest anarchia – czyli druga Syria z mnóstwem walczących rebeliantów. Nie, żeby tych rebeliantów nie było już teraz, bo oni są w Birmie, ale są na pograniczach, różnica byłaby taka, że wtedy mielibyśmy rebeliantów, partyzantów czy jakieś inne oddziały zbrojne również w centrum, a to by zasadniczo zmieniło znaczenie. 

Politycznie w Birmie liczy się tylko centrum, peryferie są drugorzędne. Nad czym oczywiście ubolewam i poświęciłem tej tematyce książkę, żeby omówić ten problem („Birma: centrum kontra peryferie”) natomiast taka jest rzeczywistość. W czasach kolonialnych mówiło się „Birma Właściwa”, dzisiaj ta nazwa jest niepoprawna politycznie, natomiast ona nadal jest bardzo trafna. Rzeczywiście politycznie liczy się „Birma Właściwa”, czyli obszar wzdłuż Irawadi zamieszkały przez Birmańczyków, a nie tereny etniczne na pograniczu. No więc gdyby ten stan pół-pokoju pół-wojny z pogranicza przeniósł się do centrum kraju to mamy drugą Syrię. A tego zdecydowanie Chiny nie chcą i dlatego Chiny uważają, że generałowie to zepsuli, ale tylko generałowie są w stanie to naprawić i dlatego trudno, ale trzeba tych generałów poprzeć. 

Tutaj mamy ten drugi element: co to oznacza? Jeżeli generałowie posprzątają po swojemu to oznacza kolejne setki jeśli nie tysiące ofiar. To z kolei oznacza, że generalnie będą bardzo izolowani na świecie. Na świecie zachodnim – to nastąpi automatycznie, to już następuje: mamy sankcje amerykańskie, symboliczne sankcje europejskie, które za chwilę mogą być mniej symboliczne, sankcje brytyjskie. Co to spowoduje? Generałowie będą coraz bardziej izolowani i będą musieli się bronić i prosić o pomoc Chińczyków i Rosjan w radzie bezpieczeństwa ONZ. 

Oczywiście te kraje udzielą pomocy, ale nie udzielą jej za darmo. W przypadku Rosji to jest dość proste, bo wystarczy kolejną broń kupić od Rosji i pozwolić im na różnego rodzaju pokazówki typu zawitanie floty do portów birmańskich. Czy też jakieś inne akcje dyplomatyczne – Rosja nie będzie kosztowała tych generałów aż tyle. 

Ale Chiny… no to jest inna bajka. Im większa izolacja generałów tym siła Chińczyków wobec generałów rośnie. Bo w tym momencie generałowie będą coraz słabsi i będą mieli coraz mniej możliwości odmawiania Chińczykom, a Chińczycy mają całkiem sporo pomysłów, jeśli chodzi o Birmę. Oni chcą uczynić z Birmy pomost do swojego rozwoju, ekspansji gospodarczej w tej części świata, no i oczywiście na swoich warunkach, które są korzystne dla Chin. I teraz: im słabsza Birma, tym łatwiej będzie to Chińczykom narzucić swoje zdanie.

I jak to będzie wyglądało? Na przykład specjalna strefa ekonomiczna Kyaukphyu w Arakanie – dość kontrowersyjna sprawa – Birmańczykom udało się wywalczyć, że będzie w niej 30% udziałów birmańskich, a reszta chińska. Teraz jestem w stanie sobie wyobrazić kolejne renegocjacje z których wyjdzie 10% birmańskie, a 90% chińskie. A może się zdarzyć to co się stało z portem Hambantota na Sri Lance, który Chińczycy zabrali Sri Lance na 99 lat za długi. Jestem w stanie sobie wyobrazić również to, że tama Myitsone, która została wstrzymana przez generałów 10 lat temu, ponieważ jej plan zakładał, że 90% energii zostanie przetransportowane do Chin z Birmy, a to jest tama na rzekach Mali i N’mai, dopływach rzeki Irawadi – więc mogłaby zagrozić birmańskiej Rzece Matce – jestem w stanie sobie wyobrazić, że jak

generałowie bardzo osłabną, to tama zostanie wybudowana. Inne przykłady: Nowe Miasto Rangun, czy też Jangon, kolej do Mandalaj. Ja myślę, że większość z tych projektów powstanie. Do tej pory rząd Aung San Suu Kyi tylko obiecywał, ale nie do końca realizował. Dość mądrze z tymi Chińczykami grał. A teraz Chiny wykorzystają międzynarodową słabość generałów wynikającą z ich siłowego rozwiązania konfliktu wewnętrznego, dlatego w dłuższej perspektywie Chińczycy zyskają na konflikcie w Birmie. Natomiast odnośnie NLD to Chińczycy nie są zadowoleni, że Suu Kyi obalono – im mimo wszystko się dobrze współpracowało z NLD, uważali NLD za dużo bardziej wiarygodnego partnera niż generałów. No, ale Chińczycy rozmawiają z tymi, którzy są u władzy, a nie z tymi, których bardzo lubią, więc Pekin nie będzie umierał za Aung San Suu Kyi. 

Aung San Suu Kyi to postać wyjęta z dramatów Szekspira albo z dramatów Sofoklesa

MMK: No właśnie – nawiązując do postaci noblistki Aung San Suu Kyi. Po pierwsze mówiłeś o stanie Arakan wiadomo, że w momencie jak był kryzys związany z grupą etniczną Rohinja to Aung San Suu Kyi bardzo nadszarpnęła swój wizerunek jaki miała na zachodzie. Teraz nie jako jej historia zatacza koło: bo tak jak spędziła w areszcie domowym czas najpierw między rokiem 89, a 95 potem w latach 2000-2010 tak teraz znowu wraca do aresztu. Czy mógłbyś się trochę przybliżyć naszym czytelnikom postać noblistki, bo wiem, że jesteś autorem książki o niej? 

File ID 51335769 | © Markwaters | Dreamstime.com

ML: Tak, nawet bym powiedział, że w pewnym sensie trylogii , bo napisałem jedną po polsku i dwie po angielsku. Jedna po angielsku została przetłumaczona na birmański. Ta po polsku to jej biografia, wydana w PWN, ta po angielsku to również biografia, dla prestiżowego Routledge,  inna, bo napisana 5 lat później, tuż przed puczem; a ta trzecia książka po angielsku przetłumaczona na birmański, to jest moja książka habilitacyjna o jej myśli politycznej. 

MMK: To najświeższa Twoja książka, bo z tego, co pamiętam habilitacje miałeś w 2020 roku?

ML: Najświeższą jest biografia dla Routledge, która zresztą właśnie przeszła do wolnego dostępu. A co do habilitacji, to przyznano mi ją  po półtora roku czekania w czerwcu 2020: – pandemia całym proces spowolniła – natomiast sama książka habilitacyjna była napisana w 2018 roku. W 2020 roku było jej birmańsko-języczne wydanie, które zdążono  zrobić w ostatniej chwili. Dosłownie miesiąc później czy dwa miesiące później już ta książka nie zostałaby wydana w Birmie. Mam nadzieję, że się nic nie stanie tłumaczowi pracy. 

Natomiast, wracając do Aung San Suu Kyi, nie ukrywam fascynacji tą postacią. Jest to jedna z najciekawszych polityczek czy w ogóle szerzej: polityków i polityczek współczesnego świata. To jest postać wyjęta z dramatów Szekspira albo  Sofoklesa. Dlatego, że jest to postać, która tak naprawdę podnosi polityczność na zupełnie nie spotykany w dzisiejszym świecie teflonowej polityki poziom. Powraca tą politycznością do przeklętych problemów dramatów antycznych czy dramatów Szekspira. Natomiast w jej postaci przeplatają się największe problemy polityki i życia. To jest postać, która jest godna naprawdę znakomitych powieści i filmów hollywoodzkich.

Przeklęty wybór: albo rodzina, albo polityka, albo życie rodzinne albo polityczne. Aung San Suu Kyi wybrała politykę to czyni ją postacią dramatyczną, tragiczną. 

Po pierwsze jest córką Aung Sana generała, który założył armię birmańską i twórcy niepodległości birmańskiej. Samo bycie córką Aung Sana to już jest pewne przeznaczenie. Jej ojciec został zabity tuż przed niepodległością birmańska, więc nie je doczekał. Aung San Suu Kyi przez całe swoje życie była w cieniu ojca i cały czas starała się mu dorównać.

Jej matka była ambasadorką w Indiach. Suu Kyi mieszkała w Indiach z matką, później studiowała w Anglii i potem wyszła za mąż za Brytyjczyka – to było politycznie nierozsądne ale jest bardzo ciekawe – to było bardzo udane małżeństwo, mieli dwójkę dzieci.

W 1988 roku Aung San Suu Kyi wróciła do Birmy po to, żeby się zajmować chorą matką, która dostała wylewu krwi do mózgu. Jednocześnie wybuchła na ulicach rewolucja przeciwko armii. Po jakimś czasie, bo to nie tak od razu, Aung San Suu Kyi się do tej rewolucji przyłączyła, a z czasem ją przejęła. I stała się główną przeciwniczką armii. No i zaczęła walczyć z tą armią w sposób bardzo inteligentny – nie wprost, to znaczy nie poszła na wymianę ciosów, no bo armia miała broń, a ludzie nie, natomiast Aung San Suu Kyi walczyła z armią tak jak się dało, sposobem. Armia od początku, wiedząc, że to jest bardzo groźna przeciwniczka za wszelką cenę chciała ją wyrzucić z Birmy. 

No i zaczęła walić ją poniżej pasa – atakującej jej małżeństwo, zarzucając jej zdradę kraju, dlatego, że wyszła za Brytyjczyka, a więc za okupanta. Przypomnę drugie pytanie z tego wywiadu i kolonializm – rany spowodowane przez rasizm brytyjski są bardzo wyraźne w Birmie po dzień dzisiejszy. Chociażby wykorzystywanie Birmanek przez Brytyjczyków w czasach kolonialnych to dalej taka ropiejąca rana. No, a tutaj córka bohatera narodowego wychodzi za Brytyjczyka, to dla generałów nacjonalistów to była zdrada, której nigdy jej nie wybaczyli. Nie miało znaczenia to, że jej mąż to był subtelny badacz, tybetolog, który jako żywo nie miał nic wspólnego z szowinistami pokroju Kiplinga. To nie miało żadnego znaczenia, ważne, że był Brytyjczykiem. Zaczęto atakować jej rodzinę i postawiono ją przed wyborem pomiędzy rodziną a krajem.

Anulowano paszporty jej synom, którzy mieli brytyjskie i birmańskie, jej mężowi przestali dawać wizę i w efekcie cały czas chciano ją wyrzucić z tego kraju, chciano żeby ona wróciła do Oxfordu: do męża i do dzieci. 

Ona tego nie zrobiła, bo wiedziała, że jakby wyjechała z Birmy to byłby jej koniec polityczny i tak naprawdę poświęciła rodzinę na rzecz polityki. Jej mąż zmarł na raka, nie pozwolili im się nawet pożegnać. To są bardzo dramatyczne momenty, ale to jest właśnie ten Sofokles. To jest ten przeklęty wybór: albo rodzina, albo polityka, albo życie rodzinne albo polityczne. Aung San Suu Kyi wybrała politykę. To czyni ją postacią dramatyczną, tragiczną. 

Po drugie, 15 lat aresztu domowego (w sumie: bo to trzy różne areszty domowe). Wsadzili ją do aresztu, bo próbowali ją złamać. Ale naprawdę nigdy nie zdołali tego zrobić – to znaczy ona się nigdy nie dała złamać generałom. Ona przegrywała politycznie , nie była w stanie odsunąć ich od władzy, ale oni nigdy nie byli w stanie całkowicie jej uciszyć i zneutralizować. 

Ona przegrywała, ale jednocześnie wygrała społecznie. Zdobyła niesamowity kult w Birmie, wewnętrzny, oddolny – zazwyczaj w różnych krajach autokratycznych mamy kult przywódcy narzucony odgórnie (on sam go tworzy i wrzuca ludziom do głowy), a w Birmie był oddolny, ludzie sami zaczęli wielbić Aung San Suu Kyi. Dalej tak jest zresztą. To dalej jest matka narodu, czyli A Me Su – Matka Su. 

Jednocześnie był kult na Zachodzie związany z jej wyborami, z tym, co ona głosiła:  opowiadała się za demokracją i za prawami człowieka. Ale ona je rozumiała po birmańsku czego nie zrozumiano przez długi czas na Zachodzie. 

To wszystko doprowadziło do ogromnego poparcia, spadł na nią deszcz nagród, pokojowy Nobel i tak dalej. W 2011 roku, kiedy generałowie zaczęli reformować, to Aung San Suu Kyi stanęła przed przeklętym wyborem, dlatego, że mogła albo się przyłączyć do tych reform i grać trochę na ich boisku według ich zasad, albo pozostać ikoną, takim sumieniem, osobą, która poucza i mówi jak żyć, ale nie ma wpływu politycznego, albo ma tylko ograniczony. Aung San Suu Kyi zaryzykowała wszystko, cały swój status ikoniczny, legendę i zagrała z generałami raz jeszcze na ich boisku i przyłączyła się do ich reform. I wygrywała na tym boisku – to jest właśnie niesamowita rzecz, że Aung San Suu Kyi, zgadzając się na grę na boisku generałów była w stanie ich ograć. Dlatego też ten zamach stanu, ponieważ oni przegrywali na własnym boisku, grając według własnych reguł i na koniec nie umieli nic innego wymyślić, to wymyślili zamach stanu. Ja w jednej z książek tym piłkarskim porównaniem to właśnie tłumaczę: walka polityczna w Birmie jest jak mecz piłkarski: armia jest jednocześnie drużyną i sędzią. I jak tylko przegrywa, to sędzia, jak przekupny sędzia, wkracza i daje czerwone kartki zawodnikom przeciwnej drużyny, nie uznaje bramki, gwiżdże spalonego i co tam jeszcze, robi 1000 przekrętów jak w „Piłkarskim pokerze”. Tak wygląda ten układ polityczny Ale Aung San Suu Kyi, mimo tego, że grała przeciwko drugiej drużynie i przeciwko sędziemu, była w stanie wygrywać i to było nie do zniesienia dla generałów, więc oni i jak ten drukujący wynik sędzia weszli i ją usunęli w trakcie tego zamachu stanu. 

Miała być po prostu Joanną d’Arc chodzącą po wodzie, a ona tymczasem zachowuje się zupełnie nie tak jak należy.

File ID 82955575 | © Bayazid Akter | Dreamstime.com

Jeszcze jeden ważny wątek – pytasz co z tym Arakanem, Rohingyami. To jest oczywiście na bardzo wielu poziomach. Po pierwsze na podstawowym poziomie to jest ogromna tragedia, katastrofa humanitarna, dlatego, że tam wygnano ponad 700.000 ludzi, dopuszczając się zbrodni przeciwko ludzkości, a być może nawet ludobójstwa. Toczy się debata czy to było ludobójstwo czy tylko czystka etniczna. Ja wiem, że to może brzmieć szokująco, tego typu rozważania, natomiast one są ważne prawnie. Dlatego, że czystka etniczna jest pojęciem politycznym, a ludobójstwo pojęciem prawnym. Natomiast do zbrodni niewyobrażalnej bez wątpienia doszło, jakkolwiek jej nie nazwiemy. No i to jest podstawowy poziom. Natomiast na to się nakładają inne poziomy – jednym z tych poziomów – nie najważniejszym, ale istotnym – było to, że dla Aung San Suu Kyi tak naprawdę kwestia Rohingya to była taka swoista „pułapka Rohingya” zastawiona przez armię, dlatego, że problem znienawidzonych muzułmanów mieszkających, a raczej egzystujących (bo to mieszkaniem trudno nazwać) w Arakanie istniał od dekad i armia się zabrała za rozwiązywanie tego problemu akurat wtedy kiedy Aung San Suu Kyi była u władzy – takim zupełnym przypadkiem. Z punktu widzenia Aung San Suu Kyi to była pułapka na nią zostawiona, dlatego, że Aung San Suu Kyi wiedziała, że Rohingya są znienawidzeni w społeczeństwie

Aung San Suu Kyi miała zawsze dwie główne karty w walce z generalicją: po pierwsze poparcie społeczne. Po drugie wsparcie z zagranicy. I teraz ta pułapka rohindża politycznie polegała na tym, że gdyby Aung San Suu Kyi się odezwała w obronie Rohingya to, znając nienawiść społeczną, birmańską wobec tych muzułmanów, straciłaby poparcie społeczne. A gdyby się nie odezwała, to straciłaby wsparcie zagranicy. No i rzeczywiście w taką pułapkę ją Ci generałowie wmanewrowali. 

File ID 31688788 | © Akbar Solo | Dreamstime.com

No i Aung San Suu Kyi, mając do wyboru albo poparcie społeczne, albo wsparcie z zagranicy okazała się Birmanką. Wybrała kraj – to znaczy zaczęła bronić może nie tyle armii, aczkolwiek tak to zostało odczytane międzynarodowo, ile przede wszystkim Birmę i zyskała tym jeszcze większe poparcie społeczne. Także obroniła swoją kartę polityczną, natomiast na zachodzie została potępiona dlatego, że nie opowiedziała się za prześladowanym – to bez dwóch zdań prześladowanym – muzułmanami.

Z jej perspektywy była to kalkulacja polityczna. Ona to powiedziała wprost w jednym z wywiadów dla BBC, ona bardzo rzadko później udzielała wywiadów – ja czekałem na mój drugi wywiad z nią półtora roku, załapałem się też szczęśliwie, bo później jak zdobyła władzę to już nie udzielała wywiadów. Natomiast wtedy jak był kryzys Rohinga to zrobiła wyjątek dla BBC, bo BBC przez lata ją bardzo wspierało. Ten wywiad jest bardzo ciekawy i ona tam mówi takie ważne zdanie, że

ona nie jest Margaret Thatcher, ale też nie jest Matką Teresą z Kalkuty

i to z Matką Teresą jest bardzo istotne dlatego, że pamiętajmy, że Aung San Suu Kyi to postać, dla której lata 80 są formatywne, więc te porównania też. Dzisiaj Matka Teresa z Kalkuty jest bardziej kontrowersyjna niż była w latach 80, natomiast to jest oczywiście bardzo czytelne porównanie z tym sensie, że Birma jest dla Suu Kyi najważniejsza, ważniejsza niż zbawienie świata i że jakkolwiek ona może nawet osobiście współczuć tym rohindzom no to sorry, ale jednak naprawianie Birmy i dokończenie dzieła ojca jest ważniejsze niż troska o w sumie obcych ludzi, bo ona ich zasadniczo uważa za obcych, za Bengalczyków. Ta logika była bardzo chłodna, racjonalna, makiaweliczna można wręcz powiedzieć. Ona jest bardzo dobrze rozumiana w Azji i w Birmie. Natomiast całkowicie odrzucona na Zachodzie, który to Zachód przez lata sobie zbudował taki wyidealizowany obraz Aung San Suu Kyi. No i teraz kiedy ta Aung San Suu Kyi zaczęła się zachowywać zupełnie nie tak jak oni chcieli. Popsuła im zabawę. Miała być po prostu Joanną d’Arc chodzącą po wodzie, a ona tymczasem zachowuje się zupełnie nie tak jak należy. Zachód zaczął z taką samą siłą i szałem ją potępiać teraz jak ją wcześniej wielbił: odwrócona moneta, z jednej skrajności w drugą. No, ale rezultat tego był taki, że Aung San Suu Kyi straciła poparcie Zachodu, no i w efekcie osłabła też wobec generałów. Dzisiaj nie ma na Zachodzie jakiegoś żalu za Aung San Suu Kyi, Zachód raczej popiera protestujących, a nie Suu Kyi.

Dobrze to oddał Phil Robertson, szef jednej z organizacji prawno-człowieczych w Azji (Human Rights Watch), który powiedział, że 

Aung San Suu Kyi zawarła pakt z diabłem. No i została ograna przez tego diabła ograna.

– czyli – w domyśle nie ma co jej żałować. Taki właśnie jest nastrój na zachodzie. 

Natomiast w Birmie ta „pułapka Rohingya” od początku była czytelna. Birmańczycy doskonale rozumieli cenę, którą Aung San Suu Kyi ponosiła w rozgrywkach generałami i dlatego stali za nią murem i dalej stoją. To było dość jasne dla społeczeństwa. Aung San Suu Kyi jest taką tarczą przeciwko armii, która ich broni, taką matką, która po prostu broni te dzieci przed tymi uzurpatorami z wojska.  

I stąd takie rozjechanie się narracji, bo wcześniej jeszcze do rohindża, do kryzysu Rohindza, ta narracja była w miarę spójna i międzynarodowa, i wewnętrzna. No, a potem w kryzysie Rohingya się mocno rozjechała. Na tym kryzysie zyskała tylko armia. Wszyscy pozostali stracili, w tym Aung San Suu Kyi. Pamiętajmy też, to tak stawiając kropkę nad i, że gdyby Aung San Suu Kyi się wtedy inaczej zachowała, to moglibyśmy mieć zamach stanu trzy lata temu, a nie teraz. Ona kupiła Birmie czas, ale też i sobie czas, bo jej interes polityczny i jej osobisty jest nierozerwalny z interesem kraju. 

To jest myślenie, że co polityczne to osobiste. Ona zakłada, że jej celem życiowym jest dokończenie dzieła ojca. Tak jak ojciec Birmę wyzwolił, tak ona powinna uczynić Birmę wielką. Ale co to dokładnie znaczy, to już trudniej wydobyć i określić. Bez wątpienia jest to bardzo wyraźne poczucie misji. Misji, że ona musi uczynić Birmę znowu krajem wielkim, bogatym, takim jak kiedyś była. Na razie nie wyszło. Pięć lat jej rządów było takie sobie – nie było wielką katastrofą, ale też nie było wielkim sukcesem. Na pewno się skończyło: teraz armia weszła i ją obaliła. Nic nie wskazuje na to, żeby Aung San Suu Kyi miała kolejną okazję na to, żeby dokończyć dzieło ojca. Raczej wydaje się, że mit pozostanie: ludzie będą wierzyć, że gdyby jej generałowie nie obalili, to by była wielka Birma i tak dalej. Wydaje mi się, że Aung San Suu Kyi zawsze te mity dość pragmatycznie wykorzystywała. Ją przede wszystkim interesowała władza, nie mity, a teraz pozostał jej już tylko mit. 

rewolucyjne czasy tworzą wielkich bohaterów

MMK: A czy w polityce birmańskiej jest ktoś, kto mógłby być w cudzysłowie nie jako spadkobiercą Aung San Suu Kyi i mógłby ją zastąpić i przeciwstawić się generałom czy tylko ona jest taką silną postacią? 

ML: Na razie tylko ona. To jest też jedna z jej licznych wad – ona bardzo pilnowała, żeby tam jej nikt nie wyrósł, żaden z jej podwładnych. Na bardzo krótkiej smyczy trzymała wszystkich swoich współpracowników. Jest taki znany artykuł o niej dziennikarki Nytimes’a  Hannah Beech, która pyta Aung San Suu Kyi jaka jest dla niej najważniejsza cecha, a Aung San Suu Kyi, bez dwóch zdań wypala: lojalność

No i ta lojalność jest bardzo istotna – w efekcie nie wyrósł tam nikt kto mógłby być porównywalny. Z otoczenia Aung San Suu Kyi raczej nie ma szans na to, żeby ktoś się pojawił. Natomiast pamiętajmy o starym chińskim powiedzeniu: rewolucyjne czasy tworzą wielkich bohaterów. Mamy obecnie rewolucje w Birmie jak najbardziej dosłownie, więc jest szansa, że wyłonią się nowi liderzy i ci liderzy przejmą rewolucję, ale to już nie będzie Aung San Suu Kyi. Myślę, że to musi być ktoś z zewnątrz, bo z jej ekipy, z NLD, to raczej nie ma nikogo. Zresztą gdyby tylko jej zabrakło to by się natychmiast pozagryzali, pokłócili i pożarli o to kto z nich jest najbliżej Matki Suu, kto najlepiej kontynuuje dzieło matki narodu. Pokłócili by się i podzielili na 10 zwalczających się frakcji. Natomiast teraz w ramach tej rewolucji jest szansa, że ktoś nowy się pojawi.

MMK: To byłoby dobre, rzeczywiście Aung San Suu Kyi jest nadal bardzo obecna w tej sferze symbolicznej tej rewolucji …. CDN.

Jeśli interesują Cię dalsze informacje mówiące o obecnym puczu w Birmie koniecznie przeczytaj drugą część wywiadu: co z tą Mjanmą?. Tym razem rozmawiamy o sferze symbolicznej protestów, o wypatrzeniach buddyzmu oraz o zmianach mentalności Birmańczyków na przestrzeni lat. Bardzo mi zależy, aby jak najwięcej osób dowiedziało się o katastrofalnej sytuacji w Mjanmie – jeśli tekst wydaje Ci się wartościowy koniecznie udostępnij go znajomym.

A tym czasem zapraszam Cię do polubienia malenowego FP na Facebooku  oraz profilu na Instagramie, gdzie kilka razy w tygodniu pojawiaja się nowe zdjęcia i instastory. Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu? Koniecznie zapisz się do Newslettera -> Zapisuję się teraz! A jeśli lubisz to co piszę to zapraszam Cię również na moje konto na Patronite – możesz zostać mecenasem malenowego pisania – na Patronów czekają niespodzianki 🙂

Mnich, Birma, Bagan
Mnich, Birma, Bagan

Może Cię również zainteresować:

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

17 komentarzy

Peter 26 grudnia 2021 - 14:01

Świetny wywiad o Birmie, niecierpliwie czekam na drugą część. Ostatnimi laty udało się nam z Małżonką odbyć trzy styudyjne wyprawy do tej cudownej Krainy Złotych Łez. Niestety przygotowania do czwartej przerwał pucz i pandemia. Ogromny żal, ale też i nadzieja….

Reply
Magdalena Krychowska 28 grudnia 2021 - 23:17

Dziękuję za komentarz – 2 część wysiwadu jest już na blogu, zapraszam do czytania. Też miałam zamiar ponownie odwiedzić Mjanmę, ale niestety …. tak bardzo trzymam za nich kciuki, choć informacje docierające stamtąd są tylko coraz gorsze 🙁

Reply
Wojciech 27 września 2021 - 21:51

Straszne rzeczy się tam dzieją. Artykuł naprawdę fajnie napisany, treściwy. Zaglądam na ten blog i będę zaglądała dalej.

Reply
Magdalena Krychowska 11 grudnia 2021 - 11:03

Bardzo dziekuję za komentarz. Informuję, że po chwilowej nieobecności powoli znowu wracam do formy.

Reply
Wolańki 27 września 2021 - 21:49

Naprawdę super napisany artykuł! Ogólnie jak każdy tutaj. Zaglądam regularnie i czytam wpisy. Super styl pisania!

Reply
Magdalena Krychowska 11 grudnia 2021 - 11:04

Dziekuję bardzo, niezwykle miło jest przeczytać komentarz, który docenia i tak miło podsumowuje godziny spędzone nad pisaniem tekstów.

Reply
Kamil | ONE STEP FORWARD 26 kwietnia 2021 - 17:23

Ciekawy i wnikliwy wywiad – dobrze się słuchało, co nie zmienia faktu, że te wydarzenia są strasznie smutne 🙁 oby szybko wszystko wróciło do nomalności

Reply
FOTO podróże BPE 25 kwietnia 2021 - 08:51

Przerażające jest to, że wszystko na tym świecie (prawie) zależy od polityki i rządzących ( najczęściej tych niewłaściwych) …… nienawidzę polityki i tego wszystkiego co jest z tym związane. Sama staram się nie nawiązywać nigdy do tego , bo to zawsze budzi złe emocje . Dlatego przez Twój artykuł nie przebrnęłam w całości – jakoś nie potrafię ………. nie chcę widzieć takiego świata !

Reply
Hania z Na Atlantydę 23 kwietnia 2021 - 08:29

Mam duży problem zawsze w polityce historycznej kolonializmu. Tak jak zauważacie w rozmowie, są pozytywne rzeczy, które kolonializm mógł dać, ale nie zmienia to faktu podstawowego: czy bez niego ludzie nie doszliby do pewnych rozwiązań, nie wykształciliby własnych praktyk itd. To jest dla mnie podstawowy opór, kiedy czytam o rzekomych zaletach kolonistów. Nie widzę w tym pierwiastka pozytywnego.

Reply
Magdalena Krychowska 23 kwietnia 2021 - 18:26

Haniu, ale nikt nie widzi. Mówiliśmy tylko, że był kolonializm lepszy i gorszy – zresztą w rozmowie kolonializm został porównany do zaborów – i tu też były lepsze zabory i gorsze. 🙂

Reply
Piotr 22 kwietnia 2021 - 22:50

Bardzo ciekawy materiał! Słuchałem z ogromnym zaciekawieniem tym bardziej, że Birma jest bardzo bliska memu sercu.

Reply
Magdalena Krychowska 23 kwietnia 2021 - 18:28

Bardzo mi miło. Kiedyś stwierdziłam, że Birma jest jednym z tych krajów wobec którego nie zostajesz obojetnym, albo ją polubisz, albo znienawidzisz. U mnie to zdecydowanie jest trudna miłość, ale tak, Mjanma jest zdecydowanie bliska mojemu serduchu.

Reply
antekwpodrozy.pl 22 kwietnia 2021 - 22:13

Słyszałem, że Birma to piękny kraj. Mam nadzieję, że sytuacja szybko wróci do normy.

Reply
30 najpiękniejszych zdjęć z Birmy - Okiem Maleny 21 kwietnia 2021 - 11:53

[…] oraz historycznym to koniecznie posłuchaj moich 2 wywiadów z dr hab. Michałem Lubiną: Pucz w Mjanmie cz. I & Złota ziemia roni łzy cz. […]

Reply
Birma w pigułce - wiza, ceny, informacje praktyczne + trasa na 21 dni 21 kwietnia 2021 - 11:46

[…] Pucz w Birmie – część I wywiadu […]

Reply
Birma - kraina tanaki, betelu i tysiąca pagód. Co zaskoczy Was w Birmie? 21 kwietnia 2021 - 11:37

[…] z dr hab. Michałem Lubiną o przewrocie wojskowym, który wydarzył się 1 lutego 2021 roku. Pucz w Mjanmie część I oraz Złota ziemia roni łzy – II część […]

Reply
Złota ziemia roni łzy - wywiad z Michałem Lubiną cz. II - Okiem Maleny 19 kwietnia 2021 - 08:28

[…] Mjanma jest pogrążona w chaosie, a mieszkańcy starają się walczyć o swój kraj i wolność. W pierwszej części wywiadu z dr hab. Michałem Lubiną można przeczytać między innymi o życiu noblistki Aung San Suu Kyi, a także o podobieństwach […]

Reply

Ta strona korzysta z plików cookies do prawidłowego działania bloga, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na blogu i prowadzić działania marketingowe. Czy wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies? Akceptuję Więcej informacji w Polityce Prywatności

Polityka Prywatności
Close