Home Europa La Jonction – miejsce spotkania lodowców u stóp Mont Blanc

La Jonction – miejsce spotkania lodowców u stóp Mont Blanc

by Magdalena Krychowska
La Jonction treking w chamonix lodowiec Les Bossons

La Jonction – treking dla wymagających

La Jonction – treking dla śmiałków. Jeśli poszukujesz w okolicach Chamonix trasy, po której Twoje nogi będą chciały wziąć z Tobą rozwód, a widoki odbiorą Ci mowę to koniecznie musisz przejść ten szlak. Jest też wariant krótszy i mniej wymagający do najbardziej urokliwego schroniska jakie kiedykolwiek widziałam – Chalet du Glacier des Bossons.

Zapraszam na tekst, w którym przeczytasz dokładny opis trasy, znajdziesz informacje praktyczne oraz obejrzysz mnóstwo zdjęć.

La Jonction – informacje ogólne

Treking do La Jonction nie należy do łatwych i wymaga dobrego rozchodzenia. To wycieczka całodniowa, męcząca, ale jednoczeskie oferująca niezwykłe widoki. Weź z sobą spory zapas wody, bo po drodze nie będzie gdzie uzupełnić jej braku.

W czasie marszu pokonuje się 1650 metrów przewyższenia. Droga w górę obliczona jest na prawie 5 godzin, a powrotna na około 3 godziny – w sumie to 8 godzin marszu plus czas na przerwy, zdjęcia i podziwianie widoków. Ponieważ lwia część trasy prowadzi w miejscu, gdzie nie ma możliwości schowania się należy sprawdzić warunki pogodowe. Poza tym część trasy prowadzi dość stromo po skałach – nie chciałabym pokonywać jej gdy jest ślisko.

Ukoronowaniem trekingu jest La Jonction – miejsce, w którym spotykają się dwa lodowce schodzące z Mont Blanc: Les Bossons oraz Taconnaz. To właśnie tutaj, a dokładniej na górze Mountagne de la Cote, biwakowali pierwsi zdobywcy Mont Blanc – Jacgues Balmat oraz D’Michael Paccard, tuż przed wyruszeniem na szczyt 7. sierpnia 1786 roku.

Montagne de la Cote Chamonix treking
Montagne de la Cote

Les Bossons – 1012 m.n.p.m.

Treking rozpoczyna się w miejscowości Les Bossons. Z Chamonix dojeżdża do niej miejski autobus. Tu jest wybór – można pokonać część drogi do schroniska “Chalet du Glacier des Bossons” wyciągiem krzesełkowym lub dojść do niego drogą w lesie. Ponieważ wyciągi krzesełkowe napawają mnie przerażeniem jeszcze większym niż kolejki linowe postanowiłam pójść na piechotę. Ta część drogi nie należy do trudnych, ani do spektakularnych. Ot kręta droga przez las.

widok z Les bossons na pasmo Brevent
widok z Les bossons na pasmo Brevent

Chalet du Glacier des Bossons 1410 mnpm – ukwiecona perełka

Schronisko Glacier des Bossons położone jest na wysokości 1410 mnpm i jest najbardziej urokliwym schroniskiem jakie kiedykolwiek widziałam. Całe tonie w kwiatach. Warto tu odpocząć, wypić kawę i porozkoszować się widokiem na pierwszy z napotkanych lodowców – Lodowiec Les Bossons.

widok na schronisko Glacier du Bostons
widok na schronisko Glacier du Bossons

Księżniczka Malabar i Kaczendżonga – zaginione samoloty na Mont Blanc

Niedaleko schroniska położony jest punkt widokowy, z którego najlepiej widać lodowiec Les Bossons. Warto się tam przejść, a po drodze poznać historię wypadku samolotów na górze Mont Blanc.

widok na pasmo Mont Blanc
widok na pasmo Mont Blanc

Otóż w roku 1950 w okoliach Mount Blanc rozbił się indyjski samolot – Malabar Princes. Zginęło wtedy 48 osób. Podobno Historia tego wypadku stała się jednym z motywów filmu Malabar Princes . Bardzo miłe i familijne kino. Jednym z eksponatów, jaki zobaczymy w okolicach schroniska Glacier des Bossons, jest bobslej z tego filmu. Znajdują się tam także przedmioty z zaginionego samolotu, które zwrócił lodowiec. W 2010 roku brytyjska studentka odnalazła paczkę z listami, które przewoził ten samolot. Dziewczyna rozpoczęła wyjątkowy projekt odnalezienia około 75 adresatów lub potomków adresatów listów i kartek świątecznych.

Co ciekawe 16 lat później na Mount Blanc rozbił się kolejny indyjski samolot – Kaczendżonga. W tym wypadku zginęło aż 117 osób. Przez lata krążyły legendy o klejnotach, które pochłonął lodowiec, a które były ładunkiem tego samolotu. W roku 2013 francuski alpinista odnalazł metalową skrzynkę. Gdy ją otworzył okazało się, że jest wypełniona kamieniami szlachetnymi – między innymi rubinami, diamentami i szmaragdami – ich wartość szacowana jest na ok. 250.000 euro. Być może to nie ostatni skarb jaki kryją w sobie lodowce wokół Białej Góry.

W punkcie widokowym są również ciekawe tablice dokumentujące cofanie się lodowca. Jedna pokazuje stan od 1942 roku, a druga od 2009 roku. Lodowiec Les Bossosns ma 7,8 km długości, jego powierzchnia wynosi ponad 9,9 km kw. Ma największe lodowe kaskady w Europie. Jego początek znajduje się na szczycie góry Mont Blanc.

Chalet des Pyramides – 1895 m.n.p.m.

Trasa między schroniskami jest niezwykle malownicza. Już nie idziemy głównie w lesie i zaczynają się pokazywać naprawdę ładne widoki. Droga obliczona jest na 1:30. I to w sumie był mój pierwotny plan na ten dzień. Miałam zamiar dojść do schroniska des Pyramides i wrócić do Chamonix. Jednak na tej trasie apetyt rośnie w miarę jedzenia. Gdy doszłam do drugiego schroniska nie byłam w stanie zawrócić.

Z poznanymi po drodze Sycylijczykiem i Hiszpanem obliczyliśmy czas i stwierdziliśmy, że na styk damy radę wejść na La Jonction. Trochę na wariackich papierach, ale damy radę. Ostatnią część trasy pokonywaliśmy więc z zegarkiem w ręku. To znaczy z zegarkiem jak na hiszpańsko-sycylijskie pojmowanie czasu :), a że ja też uwielbiam takie południowe podejście do czasu to i mi się udzieliło. Także podejścia były szybkie, ale w pięknych miejscach urządzaliśmy sobie pikniki i czas na podziwianie. Jako posiadacz mapy papierowej, mapy offline, online i kilku innych gadżetów szybko stałam się kierownikiem wyprawy, który dyscyplinował to południowe towarzystwo. Co okazało się pod koniec zbawienne ale o tym za chwilę…

La Jonction – 2589 m.n.p.m.

Najbardziej spektakularna część trasy rozpoczyna się w momencie opuszczenia schroniska Chalet des Pyramides. Im wyżej tym piękniej i tym trudniej. W przewodnikach i informacjach w internecie można spotkać informację, że nie jest to familijna trasa – ale trudno mi to napisać, bo w tym samym czasie co ja pokonywał ją Francuz z dzieckiem w nosidełkach. Mała była uchachana i z radością potem brykała koło lodowca. Tak więc wszystko zależy od indywidualnych umiejętności. Choć powiem szczerze – nie mam pojęcia jak on z nią pokonał te wszystkie skalne drogi. Chapeaux bas.

W trakcie drogi wzdłuż Montagne de la Cote co chwilę ukazują nam się nowe widoki – a to dolina Chamonix w pełnej krasie, a to lodowiec Taconnaz. Lodowiec Taconnaz jest mniejszy od lodowca Les Bossons. Ma długość 5, 2 km i powierzchnię 5,6 km kw.

Niezwykły jest moment kulminacyjnego spotkania z lodowcami na szczycie La Jonction. W czasie drogi widać lodowce, ale one są hen tam w dole. I tak brnie się po tych skałach jak kozica, albo jak czołg 😉 Przed nosem widać brunatne i szare skały i nic wiecej, i nagle po wdrapaniu się na kolejną skałę stanęłam oko w oko z lodowcem. Był tuż obok. Ot na wyciągnięcie ręki.

Montagne de la Cote
Montagne de la Cote

La Jonction – oko w oko z lodowcem

JStałam ledwie żywa, gapiłam się z radością na tabliczkę wbitą w kamień La jonction 2589” i podziwiałam lodowiec. Po głowie chodziło mi w kółko jedno zdanie: a teraz podrapiemy lodowiec po nosku. Zmęczenie robiło swoje i niezwykle mnie to śmieszyło.

Było tam nieziemsko pięknie. Najwspanialsze wrażenie robią szczeliny. Sam lodowiec jest dość brudny 😉 Aż chciałoby się go porządnie wyszorować, bo taki pełen małych kamyczków i szarobury.

Ale szczeliny… Szczeliny są magiczne. Mają kolor ultramaryny zmieszanej z akwamaryną. Świecą tą niebiesko zieloną barwą i hipnotyzują. Gdy zobaczyłam Dhaulagiri o wschodzie słońca myślałam, że nic piękniejszego już tego roku nie zobaczę. Ale teraz trudno byłoby mi wybrać pomiędzy tymi widokami. Obu towarzyszło zmęczenie, trud i ukoronowanie w postaci bajecznych widoków.

Niestety nadciągające chmury jasno dawały znać, że lepiej się już zbierać, bo to najgorsze z możliwych miejsc na spędzanie burzy lub deszcu. Droga w dół to ponad 3 godziny marszu. Marszu w trakcie którego: moje stopy mnie znienawidziły, byłam tak zmęczona, że byłam w stanie wsiąść na wyciąg krzesełkowy, ale finalnie nie wsiadłam, prawie się odwodniłam i na widok wody z kałuży miałam ochotę się na nią rzucić i ją wychłeptać.

Gdy zeszliśmy do Les Bossons okazało się, że za niecałe 10 minut odjeżdża ostatni tego dnia autobus do Chamonix. Jeśli zeszlibyśmy do miasteczka kilka minut później to czekałoby nas łapanie stopa, albo kilkukilometrowy marsz, na który nikt już nie miał siły.

La Jonction – informacje praktyczne

Po pierwsze i najważniejsze należy sprawdzić prognozę pogody i nie decydowac się na to podejście jeśli pogoda jest niepewna. To naprawdę wymagająca trasa, a co najważniejsze, po opuszczeniu schroniska Les Pyramides nie ma gdzie się schować. Teren jest odsłonięty i to najgorsze z możliwych miejsc, w których może nas złapać burza. Ponadto końcówka podejścia do La Jonction to wspinaczka po skałach, czasem przy pomocy poręczy, czasem rąk. Nie chciałabym pokonywać tej trasy gdy jest ślisko.

Szlak jest dostępny od czerwca do października. Potem może tu zalegać śnieg.

Wyciąg krzesełkowy do schroniska przy lodowcu Les Bossons działa od 15.06 do 15.09. Pierwszy wjazd na górę jest o 8:30, a ostatni zjazd o 18:30. Bilet w dwie strony kosztuje 12,6 euro.

Mam nadzieję, że zainteresował Cię opis lodowcowej krainy w okolicach Chamonix. Jeśli wybierasz się w te rejony koniecznie przeczytaj mój przewodnik po Chamonix, w którym znajdziesz informacje o noclegach, restauracjach i lokalnych atrakcjach.

Jeśli coś w tekście pominęłam – daj znać w komentarzu, a uzupełnię tekst. Oczywiście nie zapomnij posłać go dalej w świat. Tradycyjnie zapraszam Cię też do polubienia malenowego FP na Facebooku  oraz profilu na Instagramie, gdzie kilka razy w tygodniu pojawiaja się nowe zdjęcia i instastory. Nie chcesz przegapić nowych postów? Koniecznie zapisz się do Newslettera -> Zapisuję się teraz!

10 komentarzy

Może Cię również zainteresować:

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

10 komentarzy

Vasco Traveler - wyjazd za granicę bez znajomości języka obcego? - Okiem Maleny 2 czerwca 2019 - 15:49

[…] Vasco Traveler testowałam głównie w Annecy oraz na górskim szlaku do La Jonction z poznanymi Włochem i Hiszpanem. Dzięki temu oprócz tłumaczenia par językowych: chorwacki / […]

Reply
Joanna 4 marca 2019 - 16:03

Uwielbiam trekkingowe górskie a najmilej wspominam trasy z AneryAm Pld gdzie miałam okazję przeżyć wielodniowe marsze, z dużymi przewyzszeniami, walczyć ze swymi słabościami, wysokościa itd. tak więc rozumiem Twój zachwyt;)

Reply
Magdalena Krychowska 31 marca 2019 - 11:37

Zazdroszczę – Ameryka południowa nadal przede mną. 🙂 Marzy mi się Patagonia, albo góry w Peru. Ja narazie wielodniowy marsz przeżyłam w Nepalu – i było to wspaniałe przeżycie.

Reply
ailnicka 4 marca 2019 - 08:28

Cudowny szlak! Jakbym chciała się teraz tam przenieść 🙂 W dodatku ciekawa historia z samolotami – brzmi trochę jak opowieści ludowe, a przecież to opowieści sprzed kilkudziesięciu lat.
PS też bardzo boję się wyciągów krzesełkowych, aż mnie dreszcze przechodzą jak myślę, że miałabym na jakiś wsiąść.

Reply
Magdalena Krychowska 31 marca 2019 - 11:39

Miło mi, że nie jestem sama w tym strachu :)) Ja w tym miesiącu musiałam pokonać ten strach i co gorsza pojechać takim wynalazkiem z nartami 😉 Oj kosztowało mnie to nerwów, ale warto było. Niemniej – nadal wolę taktykę unikania tych wynalazków 😉 A treking w Chamonix polecam Wam – napewno bylibyście urzeczeni i przywieźli mnóstwo pięknych zdjęć. 🙂

Reply
Jasiek - Popstrykane Podróże 1 marca 2019 - 08:49

pamiętam jak pierwszy raz widziałem lodowiec, byłem w szoku że jest taki jakis brudny i w ogóle. dopiero po jakimś czasie spaceru zobaczyłem wspaniały niebieski lód i ogrom tego wszystkiego. Z daleka wygląda zupelnie inaczej niż z bliska. wspaniała rzecz!

Reply
antekwpodrozy.pl 28 lutego 2019 - 20:43

Piękne zdjęcia. Widoczki mega. Co to za silnik powyżej na zdjęciach?

Reply
Magdalena Krychowska 28 lutego 2019 - 23:34

To właśnie jest część indyjskiego samolotu, który po latach został “oddany” przez lodowiec Les Bossons.

Reply
Ewa 28 lutego 2019 - 20:21

Co za piękny lodowiec! Ja nie wiem, co mają w sobie te masy lodu, że sa tak fascynujące, ale kiedy pierwszy raz na Islandii zobaczyłam lodowiec na własne oczy, nie mogłam przestać się na niego gapić. Jakaż to potęga natury!

Reply
Magdalena Krychowska 28 lutego 2019 - 23:36

Prawda. 🙂 Ja też byłam po prostu oczarowana. Ten lodowiec hipnotyzował. Masz rację to chyba to poczucie potęgi natury. Człowiek czuje się taki maluśki.

Reply

Ta strona korzysta z plików cookies do prawidłowego działania bloga, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na blogu i prowadzić działania marketingowe. Czy wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies? Akceptuję Więcej informacji w Polityce Prywatności

Polityka Prywatności
Close
%d bloggers like this: