Archipelag Elaficki – komu się spodoba?

Archipelag Elaficki – jelenie wyspy

Archipelag Elaficki – czy też jakby chciał to pisać mój telefon elficki  😉 – znajduje się na morzu Adriatyckim u samych wybrzeży Chorwacji, a jeszcze dokładniej w południowej Dalmacji nieopodal Dubrownika. Nazwa archipelagu pochodzi od greckiego słowa Elaphos – jeleń. Są dwie genezy tej nazwy – pierwsza mówi, że wyspy były zamieszkane przez jelenie, a druga, że ich kształt obserwowany ze wzgórz przypominał jelenia. Tak czy siak jeleni na wyspach już nie ma, a ja patrzyłam godzinami i podobieństwa do wyżej wspomnianego nie byłam w stanie zauważyć 😉

W skład archipelagu wchodzi 13 wysp – wycieczki obejmują 3 największe z nich czyli Lopud, Šipan i Koločep. Niektórzy wliczają też do archipelagu przeklętą wyspę Lokrum. Tyle teorii 🙂

Dla kogo?

Wycieczka na archipelag jest rozrywką totalnie uniwersalną. Trafi w większość gustów. Ja zdecydowałam się na nią całkowicie przypadkiem.

Wędrowałam sobie zwiedzając nieznane obszary Dubrownika – zawędrowałam na Babin Kuk i zostałam zwerbowana 😉 Znajomość języka otwiera dużo drzwi. Gdy Emesa zaczepiła mnie proponując wycieczkę odpowiedziałam, ze absolutnie nie jestem zainteresowana. Jak zwykle rozmowa zaczęła się od historii jak to jest, że mówię po chorwacku 😉 potem zaczęłyśmy rozmawiać o fotografii, a na koniec wzięlam od niej numer telefonu, że jakby mi się odwidziało i jakbym zmieniła zdanie, to miejsce dla mnie jest zaklepane.

Miał to być mój ostatni dzień w Dubrowniku i chciałam go dobrze zaplanować. Zaczęłam rozważać za i przeciw i znając moją naturę dzień wyglądałby tak: Przeszłabym z 20 km szukając idealnej plazy i każda za zakrętem kusiłaby bardziej, potem przeszłabym kolejne 10 w poszukiwaniu jedzenia, a potem nastałaby noc i skończyłby mi się czas i na plażowanie, i na jedzenie, a autobus na lotnisko o 5.00 rano wymuszałby szybkie pakowanie. Druga alternatywa wyglądała kusząco: zaaresztować się na łódce, na której się opalę, zobaczyć coś nowego (w Dubrowniku byłam już około 15 razy ), zjeść dobry lunch, wylądować z powrotem o 18.00 zrobić ostatni spacer po Stradunie i najedzona, opalona, z nowymi wrażeniami przystąpić do pakowania.

O 21.00 wysłałam sms do Emesy z pytaniem czy jeszcze jest miejsce dla spóźnialskich i gdzie mam na nią czekać. Szczęśliwie było. Po wycieczkach z Tajlandii miałam naprawdę duży opór i wielką dozę sceptycyzmu. Szłam z nastawieniem przynajmniej się opalę.

Wypływamy

Około 10.00 miałam już bilet i mogłam rozpocząć swoją przygodę z dubrovnik boat excursions. Okazało się, że to był pierwszy rejs tej łódki. Łódź była wielka, ale każdy mógł znaleźć swoje miejsce umożliwiające w miarę spokojne podziwianie widoków. Ja oczywiście zajęłam miejsce na dziobie na drewnianej ławce. Za moimi plecami za mostkiem były całe połacie wygodnych leżaków 😉 a dla chowających się przed słońcem cały pokład ukryty pod dachem.

Pierwszą wyspą archipelagu jaką mijamy jest niezamieszkana Daksa. Wyspa o bardzo smutnej historii. W październiku 1944 roku partyzanci zabili tam chorwackich cywili oskarżonych o przynależność lub sympatyzowanie z Ustaszami (chorwacką partią faszystowską). W 2010 roku ekshumowano i pochowano 53 ofiary. Właściciele wielokrotnie próbowali sprzedać wyspę, jednak nikt nie chce kupić wyspy umarłych. Ostatnia cena to 2 mln euro. Wyspa ma bogatą historię, jest pięknie położona jednak jeszcze na długi czas pozostanie pomnikiem zbrodni partyzantów. Legenda głosi, że nocami duchy ofiar okrążają wyspę domagając się prawdy o zbrodni.

Lopud

Pierwszy przystanek to wyspa Lopud. Jest na niej około 3,5 godziny czasu wolnego. W sam raz aby obejść wszystkie ciekawsze miejsca na wyspie i znaleźć 20 minut na plażę ;-). Wyspa Lopud słynie z pięknej piaszczystej plaży Šunj. Znajduje się ona po przeciwnej stronie portu. Dla mało entuzjastycznie nastawionych do chodzenia kursują wózki golfowe, które podwożą na plażę, a potem zawożą z powrotem. Ja oczywiście ledwo zdążyłam dotrzeć na plażę. Wzdłuż wybrzeża, az do klasztoru Franciszkanów ciągnie się malownicza promenada nadmorska. Jest na niej pełno knajpek, straganów z pamiątkami, są też wypożyczalnie rowerów.

Po drodze warto skręcić do arboretum, w którym znajdziemy ciekawe figury, ołtarze i egzotyczne gatunki roślin – m.in bambusy i różne rodzaje kaktusów.

Po zwiedzeniu arboretum przeszłam promenada, aż pod dawny klasztor Franciszkanów, a potem czekała mnie wspinaczka na punkt widokowy Belvedere, tuż przy ruinach kościoła św. Jana z X wieku. Droga była długa, ale widoki zapierające dech w piersiach. Po drodze napotkałam tylko 1 parę starszych Anglików, którzy pytali kilka razy czy jestem pewna, że tam chcę iść. Nie było tak źle 😉

Z punktu widokowego wiedzie szutrowa droga na drugą stronę wyspy na plażę. Plaża rzeczywiście jest urokliwa. Choć musiałam się cieszyć jej urokami w trybie przyspieszonym, bo czekała mnie droga powrotna na lunch. Dla rodzin z dziećmi napewno dużym plusem jest fakt, że morze jest przez bardzo długi czas płytkie.

Po powrocie na łódkę byłam głodna jak wilk i to w dodatku morski. Lunch mile mnie zaskoczył. Pyszna ryba, surówki, dobre białe wino, które potem towarzyszyło aż do samego portu w Dubrowniku 😉

Šipan

Kolejny przystanek to najwieksza wyspa archipelagu Šipan i całe 45 minut do wykorzystania. Czas w sam raz aby przejść się wzdłuż promenady, porobić kilka zdjęć i powrócić na łódkę. Wyspa ma zawrotną powierzchnię 16,5 km kw i zamieszkuje ją około 450 osób. Dla mnie ta wyspa pozostanie wyspą malw, „latających łódek” i rybaków. Wzdłuż wybrzeża znajduje się wiele sklepów z lokalnymi winami.

Koločep i Krzysztof Kolumb

Ostatni przystanek to wyspa Koločep – najdalej wysunięta na południe zamieszkana chorwacka wyspa. Jest też jedyną wyspą, która ma dwie nazwy Koločep lub Kalamota. Nazwa Kalamota pochodzi od greckiego słowa Kalamos, które oznacza wędkę. Mieszkańcy wyspy nazywają siebie Kalamotezi. Legenda głosi, że bracia Mato i Dominik Kondjević płynęli jako załoga na statku Santa Marija Krzysztofa Kolumba. Wysepka jest urocza. Można na niej spędzić czas na pobliskiej plaży lub powędrować ślicznymi, wąskimi uliczkami. Zgadnijcie co wybrałam ;-).

Informacje praktyczne:

  • organizator: dubrovnikboatexcursions.com
  • cena wycieczki: 250 kun (ok. 31 euro)
  • czas: 10:00 – ok. 18:00
  • w cenie:
    • transfer z i do hotelu
    • lunch
    • napoje wszelakie
    • pobyt na 3 wyspach
      • Lopud: 3h i 45 minut
      • Šipan: 45 minut
      • Koločep: 1h i 15 minut

Jeśli zainteresował Cię temat Chorwacji zapraszam do innych tekstów o tym kraju.

Spodobał Ci się post? Zostaw po sobie ślad dając lajka lub komentując. Nie przegap następnego wpisu śledząc Okiem Maleny na Facebooku. Do zobaczenia.

10 komentarzy

  1. Przepięknie wyglądają, te latające łódki, ale widoki ze zdjęć są tak malownicze, że aż zapragnęłam się tam znaleźć. Przyznaję, że choć byłam w Chorwacji, to trochę jej nie doceniałam, ale patrząc na Twoje przepiękne zdjęcia, chyba namówię Ukochanego na przyszłoroczne wakacje, właśnie tu.

    1. Zależy gdzie byłaś 🙂 Każdy zakątek wybrzeża jest urokliwy, ale dla mnie ta najpiękniejsza część wybrzeża zaczyna się od Splitu w stronę Dubrownika – bo wtedy już góry kąpią się w morzu. 🙂 Patrząc na to kryterium Czarnogóra jest jeszcze piękniejsza, a i cenowo bardziej przystępna 🙂

Dodaj komentarz