Barcelona

Odliczam godziny do lotu. Lubię to uczucie. Wsiadam do autobusu, oddalam się kilka kilometrów i cała rzeczywistość, która codziennie usilnie spędza sen z powiek wydaje się z innego świata, odległa, nierzeczywista.

Pakowanie się jak zwykle mnie przytłacza. Na co rozdysponować 10 kg, gdy aparat, obiektyw, ładowarki, power-bank zajmują wcale nie mało przestrzeni. I jak to u licha jest, że na 3 tygodnie do Azji spakowałam się w 12 kg, a tu już jest prawie 8? No dobra do Azji jechał jeszcze plecak podręczny 😉 i tam siedziały wszystkie elektroniczne ustrojstwa 😉 Czasem wydaje mi się, że im mniej dni tym więcej bagażu.

Wieczorem będę już w Barcelonie. Zostało mi kilka punktów do odwiedzenia w tym mieście. Bardzo je lubię ze względu na niesamowicie pozytywną energię jaką w nim czuję, jaka z niego emanuje, różnorodność architektoniczną, bliskość sztuki, która tak naprawdę to wręcz czai się za każdym rogiem, w przeróżnej formie.

Co tym razem? Tym razem wycieczka do Cadaques. Bilety już kupione i wizyta w domu Dalego zabukowana. Barcelona to szlak 3 wariatów. Dali, Picasso, Gaudi. W muzeum Picassa byłam zeszłym razem. Naprawdę warto tam zajrzeć. Kapitalnie pokazane wszystkie okresy jego twórczości. Szlakiem Gaudiego podążałam dzielnie. Park Guell zeszłam wzdłuż i wszerz. Casa Mila obejrzana od wewnątrz i z zewnątrz. Spacer po dachu to niezapomniane wrażenie. Sagrada Familia – warto wyjechać na wieżę i przyjrzeć się z bliska zdobieniom wież, a także rzucić okiem na Barcelonę niemalże z lotu ptaka. Gdy byłam wewnątrz katedry grała muzyka, która mieszała się z rytmicznymi odgłosami budowy, a do tego niesamowita gra świateł, silne kolory witraży odbijające się na białych, surowych ścianach. Wrażenie zapierające dech w piersiach. Można tam siedzieć cichutko na krześle i podziwiać godzinami.

W tym roku na pewno odwiedzę Casa Battlo i znajdę Casa Calvet – najstarszą z trzech kamienic projektowanych przez Gaudiego. Co jeszcze planuję? Powrót na wzgórze Montjuic i odwiedzenie galerii Fundacio Joan Miro. Być może muzeum morskie. Chyba pokuszę się też o przejazd kolejką linową z portu aż na wzgórze. Trochę mnie przerażają takie atrakcje, ale zdjęcia mogą wyjść ciekawe. Zeszłym razem zamyśliłam się nad wysokością wieży, na która trzeba wejść by odjechać/odlecieć, odwróciłam się na pięcie i to było na tyle.

A oprócz tego jak zwykle gubienie się w plątaninie ulic, całodniowe spacery, obiad w La bombeta, może wygospodaruje troszkę czasu na plażę – choć zeszłym razem zdecydowanie było mi go szkoda i tylko przemaszerowałam promenadą. Chodzi mi po głowie wycieczka do klasztoru Montserrat, albo do kolejnego muzeum Dalego – zamku w Pubol. Ale zważywszy, że mam tydzień, to te wycieczki są pod znakiem zapytania.

Wysyłacie kartki z podróży? Ja zawsze miałam z tym duży kłopot. Jak już kupiłam kartki i je wypisałam to nigdy nie było mi po drodze z pocztą i zawsze te kartki wisiały nade mną jak miecz Demoklesa, przekleństwo wyjazdów 😉 Rozwiązałam ten problem w zeszłym roku i absolutnie zakochałam się w aplikacji Touchnote. Komponuję kartki z moich zdjęć, dodaję własny znaczek, aplikacja zaznacza lokalizację na mini-mapie, kilka kliknięć i kartka gotowa. Do tego są drukowane w dobrej jakości. Od teraz nigdy już nie zapominam wysłać kartki i mogę to zrobić kiedy chcę, wystarczy tylko dostęp do internetu.

Dodaj komentarz