Home Variamyśli i historie 38 faktów na 38 urodziny

38 faktów na 38 urodziny

by Magdalena Krychowska
4 komentarze

Malenowe 38 urodziny – jak to zleciało, to niemożliwe!!

Dzień dobry, nastał ten dzień kiedy świętuję kolejne urodziny. Czy to już czas przerzucić się na imieniny? Jakoś to do mnie nie przemawia, a poza tym urodziny i imieniny mam tego samego dnia

Nie pamiętam, w którym filmie, ale kiedyś usłyszałam słowa, że kobieta powinna raz na zawsze ustalić swój wiek i potem się tego trzymać i moi Drodzy podpisuję się pod tym zdaniem. Mogłabym ustalić, że mam lat 35, ale to trochę podejrzane, 38 wygląda rewelacyjnie i starczy jak nic do 50, a wtedy ustalimy, że mam lat 45 i tak się przeczmychniemy do 60 😉 a potem się zobaczy 😉 Zresztą kalendarz to szatański wymysł człowieka, moja Mama zawsze powtarza, że równie dobrze mogłaby mieć teraz 1000 lat lub 28. Robią nam wodę z mózgu i próbują wpędzić w kompleksy.

Czy mam traumę, że mam 38 lat? NIE. Pierwszy raz świętuję urodziny z uśmiechem, a nawet dumą, ani śladu po corocznej depresji urodzinowej, która zaczynała się na dwa tygodnie przed urodzinami. Tak, mam 38 lat, jestem mądrzejsza o doświadczenie życiowe, nie palę od ponad roku, jestem w najlepszej formie fizycznej ever i ostatnio schudłam 4 kg. A, że na pocżątku 38, a nie 28. Who cares? Miałam traumę, że kończę 30 lat, potem ledwo oddychałam na myśl, że przekroczę 35 i z każdym rokiem będzie bliżej 40 niż 30, teraz celebruję, teraz rozumiem dlaczego mówi się, że kobieta jest najpiękniejsza po 30, rozglądając się wokół dodam, że potem robi się tylko piękniejsza. Samoświadomość, własny styl, doświadczenie. Idealny kosmetyk. Jesteśmy jak dobre wino i nie dajmy sobie wmówić, że to nas nie dotyczy. To durny patriarchalny schemat próbuje nas ustawić do kąta i powiedzieć, że w pewnym wieku nie wypada. Walcie się! Ja czuję na odwrót, im jestem starsza tym więcej mogę, na tym więcej rzeczy sobie pozwalam, mniejszą ilością rzeczy się przejmuję. Jestem jak dobre wino.

Rok temu napisałam Ci post bardzo osobity i szczery mówiący o tym jak czasem życie potrafi skopać tyłek, jak należy brać przez filtr to co widziemy w internecie, w tym roku chciałabym Ci zapodać 38 faktów o mnie. Będzie rozmaicie i śmiesznie, i żałośnie i wesoło, i smutno, nie ograniczajmy się, świętujmy.

To jak? Lecimy z tym gipsem, proszę wznieść kieli(ch)szek* mojego ulubionego prosecco, ewentualnie może być gin z toniciem. Zapraszam do Malenowego świata 🙂

*z moją przyjaciółką mamy określenie lampion – oznacza to lampkę wina nalaną po chamsku czyli do rantu – bo ile razy mozna do tej bulelki chodzić, żeby dolewać 😉

#1 fakt pierwszy

Zacznijmy od początku. Malena jako mała fasolka dojrzewała sobie po cichu w Afryce, a dokładniej w Kongo, Zairze, Angoli oraz Ghanie. To wiele tłumaczy jeśli chodzi o malenowe upodobania do gorąca, palm i egzotyki. To by też tłumaczyło miłość do czerwonego wina, bo statkowy lekarz kazał Mamie codzień wypijać lampkę wina przeciw malarii, zamiast brać chininy, która szkodzi w ciąży. Mama nos zatykała, wino wypijała ledwo zipiąc i tak się Malena rozwijała. W dzisiejszych czasach uznalibyśmy to za patologię w czystej formie, szczęśliwie były to lata ’80. Mama do kraju wróciła w czerwcu, poszła do lekarza i tydzień poźniej urodziła zdrowe jak koń Malenowe dziecię.

#2 fakt drugi

Uwielbiam spać i śnić. Ten fakt musi być opisany jako drugi, bo gdy rodzice przyniesli Malenę ze szpitala, włożyli do kołyski przywiezionej z Afryki to Malena usnęła, rodzice też. Rodzicie obudzili się po 12 godzinach, Mama z krzykiem podbiegła do kołyski, ona nie żyje. A Malena poprostu spała snem sprawiedliwego, nikt jej dupy nie truł, ubrana została w czyste ciuchy a nie sziptalne szmaty, było ciepło, wygodnie i błogo. Łapki do góry i śpimy. I tak Malena przespała cały okres niemowlęcy – wyjątek stanowiła jedna sytuacja – jeśli Mama spóźniła się z jedzeniem o pół sekundy Malena zaczynała się drzeć jakby ją obdzierano ze skóry i nie uciszyło jej nic oprócz butli mleka, także biedna mama już na 15 minut przed czasem karmienia chodził zestresowana czy zdąży podgrzać mleko na czas, bo jak nie, to czekał ją wrzask rodem z piekieł.

Teraz często przesypiam problemy. Gdy świat za mocno mnie pokąsa zakopuję się pod kołdrę i zbieram siły.

#3 fakt

Malenowe stworzenie od małego miało cięty język i wyrażało swoje poglądy nie pytane. Wielokroć skutkowało to tym, że rodzice chowali Malenę, aby nie kompromitowała rodziny. Najpopularniejsze występy? Wypędzenie Ambasadora Węgier pytaniem jak długo ten Pan będzie siedział, bo ciocia na nas czeka. Skomentowanie pomidorów na targu, że to nie pomidory zepuste, a w komunie wszystko jest zepsute, wygłoszenie przerażenia na komendzie Policji, że: Mamusiu jak ja się tych zomowców boję (było to w czasie skladania skargi na pobicie mojego brata przez ZOMO) . Poza tym były też występy mniej znaczące gdy dwuletnia Malena zbiegała z jachtu i informowała spotkanych ludzi, że bardzo jej się chce pić, a oni tam nic dla dzieci nie mają, a jej tak bardzo chce się pić. Malena też doprowadzała wszystkie koleżanki swojego brata do palpitacji serca, bo potrafiła spojrzeć, przeszyć spojrzeniem i stwierdzić z dezaprobatą: beznadziejna.

#4 fakt

Zawsze byłam najmłodszym dzieckiem w całej rodzinie, brat, kuzyni, dzieci znajomych, wszyscy byli ponad 10 lat starsi. Wiesz jakie to cholernie nie fajne być jedynym maluchem? Wszyscy traktują Cię jak słodziaka, ale nie masz swojego teamu, bandy na dobre i na złe. Z jednej strony niby najmłodszy ma najlepiej, a z drugiej gdy chcesz nadawać na podobnych falach musisz szybciej dorosnać. Zawsze marzyłam o rówieśnikach, a potem rówieśnicy byli dla mnie jacyś tacy dziecinni.

#5 fakt

Wychowałam się w rodzinie marynarskiej co oznacza, że czasowe rozstania są u mnie na porządku dziennym. Może dlatego mam też zachwiany model związku – gdy ktoś mi mówi, że nie kuma związków na odległość, albo tego jak jedna osoba może chcieć coś robić sama, bez drugiej, ja odpowiadam, że nie kumam takiego podejścia, związki na zasadzie: robimy wszystko razem duszą mnie.

Moi rodzice byli wspaniałym małżeństwem, mimo, ze mój Tato wypływał w długie rejsy – czasem na ponad rok. Stałyśmy z Mamą i Bratem w główkach portu w Gdyni, statek odpływał i trąbił, a my płakaliśmy jak bobry. Swoją drogą to ciekawe – gdy statek wypływał syreny brzmiały tak rozpaczliwie i rozdzierająco, gdy statek wracał do portu syreny zdawały się mówić: hej, hoo już jesteśmy, ich głos był uśmiechnięty. Przez pierwsze miesiące po wypłynięciu Taty w domu był zakaz ckliwych melodii. Potem było normalne życie, a następnie Tato wracał i nasze życie przechodziło w rytm: święto. I tak mijały lata.

#6 fakt

Marynarzowe z lat 80 były straszne. Chodziły w skórzanych spódnicach i kurtkach, ich dzieci w tiulach, a My z Mamą w długich spódnicach w kratę. Gdy statek zawijał do portu i czekałyśmy na wpuszczenie na pokład wszystkie patrzyły na nas jak na wyrzutków, jakiś dziwny element co najmniej ze slumsów, a potem była lista pokładowa- rodzina kapitana wchodzi jako pierwsza. I pogarda zmieniała się w dupowłażenie. Obrzydliwe – dobrze, że pamiętam to tylko z opowieści Mamy.

#7 fakt

Na statkach handlowych marynarki polskiej spędziłam w sumie około pół roku. Co by mi nie odbiło miałam wachty na mostku i malowałam pokład z bosmanem. To były wspaniałe chwile. Morze mam we krwi, tak jak góry. Jedno po Tacie, drugie po Mamie. Do tej pory najszczęśliwsza jestem albo na łódce, albo w górach.

#8 fakt

Moje pierwsze prelekcje podróżnicze odbyłam w podstawówce- gdy kończyły się wakacje i była lekcja “moje wakacje” Jedna godzina była zarezerwowana dla mnie i opowiadałam o dalekich krainach, przynosiłam muszle i inne pamiątki, ale, ale moi rodzice zadbali również abym Polskę znała jak własną kieszeń. Gdy Tato wracał z rejsu pakowaliśmy się do auta i jechalismy przed siebie, czasem na miesiąc, czasem dłużej. Zatrzymywaliśmy się w ważniejszych muzeach, pałacach. Chwaliłam cudze i znałam swoje.

#9 fakt

Gdy byłam młoda miałam strasznie krzywe zęby i to był mój największy kompleks. Moja koleżanka mówiła mi przyjemnie, że należałoby mnie zaprząc do pługa i można by mną zaorać pole. Miłe, co nie? Dzieciaki są okrutne.

#10 fakt

Ponieważ byłam nauczona w domu, że własne zdanie należy wyrazić i aby je bronić należy wdać się w dyskusje moja Mama była częstym gościem na dywaniku u wychowawczyni oraz dyrektora podstawówki. Najczęściej trzymała moją stronę 😉 Nie było łatwo Malenie wmówić, że coś jest białe jak było czarne. Sprawa zakazu noszenia ozdobnej, bliskowschodniej czapeczki znalazła swój koniec w kuratorium. Dorastanie jako indywidualista w latach ’90 było czasem trudne. A odnośnie czapeczki – przestałam ją nosić gdy argumentacja nauczycieli zmieniła się z siły i bzdur na zwykłą prośbę.

#11 fakt

Pod koniec szkoły podstawowej Malena zaczęła być punkiem i anarchistką i tak zostało jej do studiów. Miałam na koncie chodzenie w pasiakach, glanach, plecaku kostce, skórzanych płaszczach (z lat ’70 mojego Taty) no i oczywiście w za długich swetrach, z rękawami tak wyciągniętymi, że można by z nich zrobić kaftan bezpieczeństwa. I wiesz co było najstraszniejsze? Że w duszy i sercu byłam anarchistką i punkową, a skinheadzi pluli mówiąc hipiska …. to był prawdziwy problem pierwszego świata 😉 Wszystko przez miłość do długich sukienek 😉 Aaa miałam też zielono czerwone sznurówki w butach zawiązywane na drabinkę, gdy coś przeskrobałam i rodzice nakazali wpleść mi czarne sznurówki do wysokich HDków, to zmieniałam sznurówki w autobusie jadącym do szkoły, a potem znowu w powrotnym do domu i tak każdego dnia.

#12 fakt

Do grzecznych dzieci to ja nie należałam. Owszem zawsze świadectwo było dobre, a w SP bardzo dobre, ba nawet nagrodę od Prezydenta Miasta dostałam, jednak w liceum uczyłam się tego co poważałam. Moja Mama złośliwie zawsze była skarbnikiem czy innym lichem. I tak się składało, że jak Malena w LO wypiła wino za kioskiem, to wychowawczyni opowiadała jej oko w oko o finansach klasowych, a Malena ćwiczyła długie wdechy i kolejny wdech bez uprzedniego wydechu. Nigdy mnie nie przyłapano 😉 Byłam ziółkiem co udaje różyczki 😉 Liceum to były wspaniałe i szalone lata. Wagary, szalone pomysły, zwariowane pogo, pierwsze papierosy, pierwsza miłość i złamane serce. Nieznośna lekkość bytu oraz wistość- rzeczy. Na studiach byłam już całkiem spokojna. Ile można szaleć?

#13 fakt

Miałam w swojej karierze wszystkie możliwe fryzury: były włosy rude, brązowe, czarne, długie, półkrótkie, na jeża, proste, trwała. Wszystko. Nigdy nie zapomnę, że mój własny brat nazwał mnie szczotką od kibla gdy miałam włosy obcięte na jeża w dwóch odcieniach: rude i płomienne czerwone. Obiektywnie i subiektywnie uważam, że długi blond to jednak to co Malenie odpowiada najbardziej. Niestety nie mogę doszukać się tych zdjęć. Może kiedyś skądś je wytrzasnę.

#14 fakt

Dieta. Niewątpliwie to słowo powinno mieć oddzielny punkt. Malena kocha jeść, ale Malena kocha być szczupła i to się niestety kłóci, więc jednym z malenowych hobby są diety. I tak Malena dryfuje jak ten okręt + 5 kg / – 5 kg i tak w kółko Macieju. Jedni mówią co rok to prorok, a Malena mówi co rok to dieta. Obecnie jest surteinowa. Adele schudła, Malena chudnie, teraz tylko to utrzymać 😉

#15 fakt

No dobra, a skoro mówimy o jedzeniu, to Malenowe smaki zasługują na choć jeden akapit. Punkt pierwszy to sery w postaci przeróżnej. Szczególnie te pleśniowe, podpuszczkowe. Fondue? Malenowy orgazm kulinarny. Oscypek z żurawiną? Gra wstępna. Malena niewatpliwie była kiedyś myszą we francuskiej fabryce serów. I wiesz co ? Największy zawód przeżyłam, gdy ktoś mnie zaprosił na foundue …. i to nie było serowe fondue. To powinno być karalne.

#16 fakt

Mówię (nadal) po chorwacku i w sumie za swoją ojczyznę w równym stopniu uważam Chorwację, Czarnogórę oraz Polskę. A tak w ogóle to miałam się urodzić w Portugalii i do tej pory nie mogę odżałować, że moi rodzicie wrócili do kraju w stanie wojennym. Z drugiej strony to jest opowieść o tym jak szlachetnym i słownym mężczyzną był mój Tato. Dla niego niewyobrażalnym było, aby jako kapitan opuścił statek i załogę. Takich ludzi już coraz mniej. W gazetce kapitanów po jego śmierci napisano, że był człowiekiem z czasów, kiedy statki były z drewna, a ludzie ze stali. Teraz jest na odwrót.

#17 fakt

Uwielbiam się malować. Nie ważne czy chodzę w piżamie po domu, czy wychodzę na imprezę, czy jestem w pracy, czy na trekingu, czy stopni jest + 30 czy -10. Zawsze mam conajmniej pomalowane rzęsy i brwi, a najczęściej również zrobione kreski. Reszta w zależności od sytuacji i warunków 😉

#18 fakt

Jestem prawie semiwegetarianką. Semi czyli połowiczną co oznacza, że jem ryby oraz owoce morza. Jednak czasem zdarza mi się zjeść mięso. Nie umiem w 100 % zrezygnować z prosciutto, no i jak do kogoś pojadę, a tam mięso to po prostu je zjadam i tyle. Kiedyś próbowałam być radykalna, ale nie sprawiało mi to przyjemności i przysparzało dużo kłopotów. Generalnie nie jem mięsa, bo przestałam je lubić, potrafi mi zasmakować gdy pojawia się na moim talerzu raz na kilka miesięcy.

#19 fakt

Mam małego hopla na punkcie ekologicznego życia, walki z plastikiem oraz ograniczania konsumpcjonizmu. Ponieważ nie ma osób idealnych nie wstyd mi za latanie samolotem (ale wykupuję specjalną opłatę za naprodukowanie śladu węglowego, żeby się rozgrzeszyć).

#20 fakt

Mam własne podejście do religii. Na pytanie czy jestem ateistką zdecydowanie odpowiadam nie, na pytanie o religię trudno mi odpowiedzieć, stworzyłam coś własnego. Wierzę, że natura ma duchy opiekuńcze, wierzę w anioły i w siłę wyższą kimkolwiek ona jest. Uważam, że to jak nazywa się Twój Bóg nie za żadnego znaczenia tak samo jak nie ma znaczenia czy jest jeden czy jest ich kilkoro. Ważne czy jesteś przyzwoitym człowiekiem, a nie czy wypełniasz określone rytuały czy ceremonie. Skrzyżowałam sobie animizm, buddyzm i katolicyzm i trochę agnostycyzmu. Wyszła z tego całkiem przyjemna mieszanka. Bardzo podoba mi się opinia prof. Jana Hartmana, który określa agnostyków mianem uczciwych intelektualistów: Agnostycyzm to postawa uczciwości intelektualnej. Agnostyk mówi tak: gdyby Bóg istniał, oczekiwałby, że będę agnostykiem, bo naprawdę nie wiem. Jest pychą udawać, że się wie coś, czego się nie wie.

#21 fakt

Jestem sapioseksualna. Tak było od zawsze, ale dopiero niedawno odkryłam nazwę. Co to za stwór? Taki, dla którego najbardziej pociągający w partnerze jest intelekt. Bez wzajemnej fascynacji, inspiracji, podróży w nieznane meandry wiedzy nie ma związku.

#22 fakt

Mam na swoim koncie dwie publikacje – jedna w antologii poetów ziemi wejherowskiej, gdzie pojawiły się moje wiersze, a druga w chorwackim czasopiśmie naukowym, gdzie pojawił się mój artykuł naukowy. Muszę wreszcie napisać coś o podróżach.

maraton sierpniowy im. Lecha Wałęsy

#23 fakt

Uwielbiam sport, ale nie zawsze tak było. Sport pokochałam koło ’30 wcześniej raczej traktowałam go jak zło konieczne. Tylko rower i chodzenie od zawsze mi towarzyszyły. Obecnie praktykuję jogę, trenuję pilates, biegam, jeżdzę na rowerze, kocham rolki (jestem maratończykiem) a przede wszystkim uwielbiam chodzenie po górach i dłuuugie trekingi.

#24 fakt

Uwielbiam pić kawę i nie rozumiem zdania: jest 18.00 już za późno na kawę. Zdarza mi się wypić kawę o 1 w nocy po czym pójść spać. Kawa musi być wyrazista i czarna. Nie znoszę mlecznych wariacji – jedyny wyjątek to calimero czyli kawa z bombardino na ciepło. ps. kawa rozpuszczalna to jest nie jest kawa.

#25 fakt

Jestem uparta jak osioł i to jest zarówno plus jak i minus. Czasem trudno mnie do czegoś przekonać i zmienić mój sposób patrzenia na daną kwestię, a czasem dodaje mi to sił w dążeniu do upragnionego celu. Nie ma odwrotu, nie ma kapitulacji. A tak swoją drogą to bardzo lubię osły jako zwierzęta – uważam, że są urocze.

#26 fakt

Jestem bardzo emocjonalna i impulsywna. Czasem wybucham jak wulkan, robię dużo hałasu, wyrzucam z siebie emocje i po chwili rozmawiam z kimś jak gdyby nic się nie stało. Wybuchłam i jest ok. Gdy jestem naprawdę wściekła to milczę i mówię bardzo spokojnie i powoli, a potem to już tylko garnki idą w ruchu. Tak, zdarzało mi się ze złości rzucać naczyniami po domu.

#27 fakt

Lubię eksperymentować w kuchni, wyszukiwać nowe smaki. Czasem są to jednorazowe strzały jak obrzydliwy młody jęczmień, a czasem zostają ze mną na lata jak miłość do yerba mate.

#28 fakt

Wilga jest 4 psem, z którym mieszkam – wcześniej były: Vega, Venus i Viva. W moim 38 letnim życiu bez psa w domu spędziłam około 2,5 roku. Nie umiem egzystować bez czworonoga. Oprócz psów miałam również 3 żółwie, 3 papugi, dziesiątki rybek, 2 świnki morskie, 1 królika, 1 myszoskoczka plus zwierzęta na chwilę – czyli ptaki ze złamanymi skrzydłami, jeże, małe kotki szukające domu itp.

#29 fakt

Nie wyobrażam sobie życia bez dawania. Uwielbiam pomagać, brać udział w akcjach charytatywnych, uważam, że jeśli mamy więcej to też po to aby pomóc słabszym i biedniejszym. Przez kilka lat organizowałam w pracy szlachetną paczkę, jestem w bazie dawców szpiku kostnego, wspieram WOŚP, uczestniczę we wszelkich zbiórkach żywnościach banku żywności a do tego pomagam doraźnie, gdy coś się zdarzy i pomóc trzeba. Czasem marzę o tym, aby zostawić to życie, które mam i wyjechać gdzieś daleko aby pomagać ludziom.

Mam alergię na żebractwo i próby zrobienia ze mnie jelenia. Z założenia nie daję pieniędzy żebrakom, mogę kupić im posiłek, jedzenie, ale nie daję pieniędzy. Żebractwo bardzo często to gałąź biznesu. Poczytaj, aż ciarki człowieka przechodzą.

#30 fakt

Moim ulubionym kolorem jest kolor niebieski. Mam niebieski rower, szaro niebieskie rolki, niebieski plecak, niebieskie spodnie trekingowe i wiele innych rzeczy. Jeden z najpiękniejszych odcieni niebieskiego to odcień błękitu lodowca w lodowych szczelinach. Zobaczyłam ten kolor podczas trekingu do La Jonction i od tej pory pokochałam lodowce.

#31 fakt

Jestem zodiakalnym bliźniakiem co oznacza, że mam dwie twarze. I nie chodzi tu o fałsz, a o spajanie w jednej osobie pozornie wykluczających się cech. Potrafię być poważna i milcząca, aby po chwili szczebiotać bez opamiętania. Uwielbiam opowiadać, ale jestem też doskonałym słuchaczem. Jestem leniuchem, ale czasem podejrzewam się o pracoholizm. Jestem romantykiem, ale nie wierzę w miłość. Jestem bardzo wrażliwa, jednocześnie wiele osób myśli, że jestem bardzo twarda i bez emocji, lubię mieć wszystko zaplanowane, jednak część mojego życia to totalny chaos. I tak mogłabym jeszcze długo wymieniać.

#32 fakt

Bardzo cenię swoją wolność, to jest chyba dla mnie najwyższa wartość. Każda próba zamachu na moje swobody budzi we mnie wielki bunt. Nie znoszę gdy coś mi się nakazuje lub czegoś zabrania, albo w jakikolwiek sposób próbuje mnie kontrolować. Jednak uważam też, że wolność jednostki kończy się w miejscu, w którym ingeruje ona w wolność drugiej osoby. To jeden z powodów dla których jestem też bardzo tolerancyjna i staję po stronie obrony praw mniejszości wszelakich. Jeśli ktoś Ci nie szkodzi to daj mu spokojnie żyć i szanuj go.

#33 fakt

Bardzo dużą wartość ma dla mnie dane słowo, nie ważne czy dotyczy dochowania tajemnicy, umówienia się czy czegokolwiek innego. Dlatego też coraz trudniej mi się egzystuje w świecie, w którym ludzie się umawiają i odwołują, obiecują i zapominają, mówią jedno robią drugie. Mam wtedy dysonans poznawczy, albo wielkie poczucie zawodu i to jest coś z czym mega trudno mi sobie poradzić.

#34 fakt

Nie lubię dzieci. Moje instynkty macierzyńskie są gdzieś w okolicach poziomu 0. Dzieci mnie męczą, irytują i drażnią. Toleruje je jak śpią, albo fajnie się uśmiechają, albo są w bezpiecznej odległości ode mnie. Na dłuższą metę nie jestem w stanie ich wytrzymać – wyjątek stanowiły dzieci “w rodzinie” – widać wspólne geny mają jednak jakieś znaczenie. Przeraża mnie obecny świat i skala niewychowania dzieciaków. Coraz mniej jest miłych małych ludzi, a coraz więcej małych terrorystów.

#35 fakt

Bywam purystką językową. Nie znoszę nadmiernej anglicyzacji naszego języka, irytuje mnie korpomowa, wszelkie slangi branżowe, język biznesu, który coraz bardziej staje się kalką z języka angielskiego. Ręce mi opadają, że podpisuje się teraz NDA, a nie umowę poufności, że umowa ma draft, a nie szkic, że wstępne założenia owocują podpisaniem HOTa. Czuję się jak rewolucjonistka gdy z uporem maniaka zastępuję wszystkie te określenia polskimi odpowiednikami. Ale czasem i ja pasuję, czasem nie znajduję słów.

#36 fakt

Bardzo przeklinam. Ale tylko wśród swoich 😉 Nie lubię publicznego przeklinania, uważam, że jest język oficjalny, którym posługujemy się będąc inteligentnymi ludźmi oraz, że jest język nieoficjalny, gdy jesteśmy w swoim gronie i możemy mówić jak nam się podoba, czasem nawet niechlujnie. Istnieje też licentia poetica – ona pozwala w pisaniu na ciut więcej, ale nie lubię tekstów z niczym nieuzasadnionym rzucaniem mięsem. Z przekleństwami jest tak, że trzeba uważać, aby z nimi nie przesolić i aby utrzymać tę granicę kiedy to dodają smaczku i pikanterii, a nie stają się wulgarne – zupełnie jak z gołym tyłkiem na zdjęciach.

#37 fakt

Od długiego czasu zmagam się z depresją, a od prawie roku ją leczę. Dlatego bardzo nie lubię jak ludzie bagatelizują słowo depresja. Mamy w języku wiele określeń: chandra, dół, smutek, nostalgia, osłabienie nastroju, PMS – używaj ich zamiast słowa depresja. Depresja to stan kiedy ledwo wstajesz z łóżka, kiedy Twoje myśli stają się czarne jak skrzydła kruka i nie możesz przed nimi uciec nigdzie, nawet w sen. Depresja to stan kiedy nie widzisz w niczym sensu, czujesz, że wszyscy są przeciwko Tobie. Depresja to stan gdy szukasz dna, od którego jak zwykle się odbijesz, ale go nie ma. Na depresję nie pomaga bieganie, lody, ani inne trywialne rady. Pomaga za to psychiatra i leki. Dlatego bardzo Cię proszę nie mów mam depresję, bo nie życzę Ci abyś dowiedział się co to oznacza.

#38 fakt

wulkan bromo indonezja, jawa, kaldera tenggere, motorem na wulkan

Podróże pozwalają mi spełniać marzenia oraz przesuwać granice własnych możliwości. Dzięki podróżowaniu pokonałam wiele lęków – strach przed “ażurową przestrzenią”, bariera językowa, lęk przed wyruszeniem w nieznane. Nauczyłam się mnóstwa rzeczy jak chociażby jazda na skuterze, snurkowanie. Przełamałam wrodzoną nieśmiałość, nauczyłam się zagadywać do ludzi, rozmawiać z nieznajomymi, ale też zachowywać zimną krew. Zobaczyłam też, że na świecie jest zdecydowanie więcej dobra niż zła, że nie wolno nikogo traktować powierzchownie, kategoryzować, stygmatyzować. Dowiedziałam się też, ze jestem w stanie znieść więcej niż bym myślała, aby dotrzeć do wymarzonych miejsc. Jeszcze wiele strachów przede mną, ale i wiele marzeń. Najbardziej ostatnio ciągnie mnie pod K2 na treking przez lodowiec Baltoro oraz na Hawaje aby zobaczyć morze płynnej lawy. Tęsknię też za Indonezją – tak myślę, że jest to kraj, który skradł moje serce i po cichu zajął miejsce na podium w kategorii najcudniejsze wspomnienia – bo był doskonały – wspaniali ludzie, pyszne jedzenie, cudowny klimat, widoki zapierające dech w piersiach, mega zróżnicowanie kulturowe. Pokonała nawet Nepal. Rok temu wypisałam na zakończenie moje marzenia. W tym roku życzę sobie i nam wszystkim, aby świat nie zamknął się i nie podzielił granicami, aby wirus odpuścił, aby kryzys gospodarczy, aby nas nie dobił.

A teraz na zakończenie wznoszę lampkę przedurodzinowego Prosecco i wypijam swoje zdrowie. Abym zawsze miała w sobie dziecko, abym marzyła i te marzenia realizwała, aby nigdy proza zycia mnie nie okiełznała i żebym na starość przypominała Dajane poznaną na Bali. Niech się spełni. 100 lat mnie i Wasze zdrowie.

Buziaki

Wasza Malena

Może Cię również zainteresować:

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

4 komentarze

Aleksandra 13 czerwca 2020 - 18:39

Oooo kurcze ale fajne! Tylko… ja jestem najmłodsza z rodziny

Reply
Magdalena Krychowska 14 czerwca 2020 - 00:37

przejęłaś pałeczkę 😉

Reply
Ania 73 13 czerwca 2020 - 06:29

Witaj Magdo. Pędzę do Ciebie bladym świtem z najlepszymi życzeniami urodzinowymi : odwagi w realizacji marzeń, szczęścia, zdrowia, miłości… I trochę prywaty. Spotkałam się z Twoim blogiem 2 lata temu, przed wyjazdem do Neapolu. Zdjęcia były piękne, tekst z lekką dozą autoironii i humorem. Potem wiele razy korzystałam z Malenowych rad. Na Birmę patrzyłam trochę przez pryzmat Twoich tekstów. Dużo by pisać… Bardzo Ci dziękuję za długie godziny spędzone zapewne nad tekstami, za rady, za to, że jesteś inspiracją do realizacji również moich podróżniczych marzeń. Wszystkiego dobrego ❤️ 100 LAT

Reply
Magdalena Krychowska 13 czerwca 2020 - 09:32

O jeju niesamowicie Ci dziękuje za życzenia i wspaniałe słowa. Nie ma nic fajniejszego dla twórcy niż docenienie tego co robi. Zrobiłaś mi piękny prezent urodzinowy 🙂 Uśmiech mam od ucha do ucha 🙂

Reply

Ta strona korzysta z plików cookies do prawidłowego działania bloga, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na blogu i prowadzić działania marketingowe. Czy wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies? Akceptuję Więcej informacji w Polityce Prywatności

Polityka Prywatności
Close
%d bloggers like this: